Z dedykacją dla Julii Zerhau :)
-Widzę, że już wstałaś..-zaczął wciąż przyglądając mi się z daleka.
-Tak..-powiedziałam przeciągając się i odwracając w jego stronę. -Wczoraj troszkę mi się przysnęło na filmie.
-Oj, tak. Ale wiesz co, słodko wyglądasz kiedy śpisz.-na jego twarzy malował się łobuzerski uśmiech.
-No chyba nie.-powiedziałam wychodząc z pomieszczenia.
-Niech ci będzie. Idziesz na śniadanie?
-Z chęcią. I mam nadzieję, że mnie nie otrujesz.
Zeszliśmy do kuchni. Na stole czekało na mnie smakowicie wyglądające śniadanie. A mianowicie naleśniki. Głodna usiadałam przy stole i zaczęłam sobie ładować. Kiedy już moja porcja była satysfakcjonująca zabrałam się za jedzenie, wcześniej jeszcze polewając wszystko syropem klonowym. Uwielbiam takie śniadania, uwielbiam naleśniki. Po zjedzeniu pomogłam Harremu posprzątać. Kiedy już wszystko było zrobione usiedliśmy na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Harry...? -zaczęłam.
-Tak?
-Ja już powinnam iść. W ogóle nie powinnam tutaj zostawać na noc. Narobiłam ci tylko kłopotów.
-Czekaj, czekaj. Spokojnie. Po pierwsze to nie twoja wina, że zasnęłaś, byłaś po prostu zmęczona. Po drugie nie narobiłaś mi żadnych kłopotów będąc tutaj. A po trzecie...
-Tak?
-Jak chciałabyś wracać do domu bez tego? -wyciągnął z kieszeni moje klucze.
-Musiały mi gdzieś wypaść...oddasz mi je? -zapytałam cicho.
-Tak, ale pozwolisz, że jeszcze się gdzieś razem wybierzemy.- w sumie to propozycja była dosyć kusząca. Na dworze było ładnie, więc nie zaszkodzi gdzieś wyjść. Coś mi się wydaje, że Hazz chce odbudować relacje sprzed dwóch tygodni.
-Dobrze. -zgodziłam się.
Wyszliśmy z domu i Styles kazał mi się pakować do samochodu. Tak też zrobiłam. Nie miałam wyjścia. Bo to przecież on ma władzę, bo ma moje kluczyki. Bez nich nie mam dokąd wracać. Po pół godziny jazdy wypasionym samochodem Harrego dojechaliśmy na skraj lasu. Myślałam, że Hazz pojedzie dalej czy coś, ale on powiedział, że jesteśmy na miejscu. Byłam lekko zdziwiona, ale wyszłam z samochodu.
-No to teraz wędróweczka w głąb lasu. -powiedział to z taką radością na twarzy, że nie mogłam się oprzeć i instynktownie się uśmiechnęłam, mimo iż nie przepadałam za lasami, a tym bardziej za chodzeniem po lasach.
Szliśmy ścieżką pośród drzew a Harry zanudzał różnymi opowieściami o tym jak w dzieciństwie hasał po lasach z kolegami. Niezwykle interesujące. Ale on ma to do siebie, że czasami za dużo gada. Szczególnie kiedy jest to nie konieczne. Wreszcie po wielu trudach i znojach (i nieznośnych historiach loczka) dotachaliśmy się do celu naszej wędrówki. Byliśmy na polanie w środku lasu. Ale nie była to zwykła polana. Z przeciwnej strony widać było wąziutki strumyk przecinający polanę i mały wodospad. Wszystko to wyglądało obłędnie. Jak z obrazka. Czyste dzieło natury nietknięte ręką ludzką. Mogłabym się napawać tym widokiem w nieskończoność.
-Bardzo tu ładnie. -powiedziałam pełna podziwu.
-Zawsze przychodziłem tutaj z ważnymi dla mnie osobami...-czyżby Harry się zestresował?
-Więc dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
-Bo chciałem cię zapytać czy nie zostałabyś moją dziewczyną. -zatkało mnie... totalnie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
Nagle zapanowała cisza którą przerywało tylko chlupanie wody w strumyku. Wydawało by się, że zastanawiam się nad wyborem. I w sumie tak było tylko, że moje myśli zamiast delikatnie uświadomić mnie co się dzieje, bombardowały moją głowę tysiącami pytań, migały my przed oczami zdjęcia mnie i Harrego pławiących się w szczęściu i co najważniejsze ukazało mi się niezadowolenie na twarzy Nialla. To było dziwne bo nawet nie wiedziałam czy on coś do mnie czuje. Wydawało mi się że mijały godziny tej niezręczniej ciszy, która była nie do zniesienia. Nie zauważyłam nawet, że Harry wziął mnie za rękę i patrzył mi głęboko w oczy jakby chciał przejrzeć moją duszę. Wreszcie się odezwałam próbując opanować emocje.
- Umm...Harry...my znamy się dopiero od zaledwie dwóch tygodni, ja cię ogóle nie znam i ty mnie też...
-No właśnie jakbyśmy byli razem moglibyśmy się bliżej poznać. Nie musimy przecież od razu iść razem do łóżka. Małymi kroczkami będziemy się posuwać do przodu. Dajmy sobie szansę. Proszę cię przemyśl to. Nie musisz mi dawać odpowiedzi teraz zaraz, ale przemyśl to. -wydawał się jakiś smutny.
-Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Muszę sobie to pokładać. Mógłbyś mnie odwieźć do domu?
-Jasne.
Schodziliśmy w zupełnej ciszy. Harry szedł na przedzie a ja a nim. Próbowałam powoli na spokojnie to przemyśleć. Harry to naprawdę fajny facet może i mógłby być moim chłopakiem, ale sama nie wiem. Harry był już przy samochodzie a ja wychodziłam właśnie z lasu. Podeszłam do niego.
-Harry? -odwrócił się zupełnie nieświadomy. Tymczasem ja złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Od razu się rozweselił.
-Czyli zgadzasz się ? -zapytał a ja pokiwałam głową.
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Po czym oboje wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu.
Siedziałam właśnie na kanapie. Harry przez chwilą pojechał a ja zostałam sama w domu z najróżniejszymi myślami kłębiącymi się w mojej głowie. Z jednej strony byłam szczęśliwa bo miałam kogoś bliskiego (a nie miałam za bardzo szczęścia do chłopaków), ale z drugiej znowu miałam wyrzuty sumienia, że tego wszystkiego dokładnie nie przemyślałam. Była to taka nagła decyzja. Prawie w ogóle nie znałam Harrego, nic o nim nie wiedziałam. Ale nie mogę się zadręczać takimi myślami. Muszę zacząć coś robić, bo zwariuję...Wzięłam się za sprzątanie domu. Czas uciekał szybko a mnie opuściły dręczące myśli. Zmęczona porządkowaniem położyłam się na łóżku. Spojrzałam na telefon. Nie było jeszcze tak późno. Pomyślałam sobie, że odwiedzę Victorię i urządzimy sobie taki babski wieczór. Wybrałam numer Vick z listy kontaktów i zadzwoniłam. Nie odbierała. Dopiero za trzecim razem odebrała telefon. Zapytałam czy nie chciałaby się spotkać, ale ona powiedziała, że dzisiaj nie może. Rozłączyłam się.Co ja mogłabym robić dzisiaj wieczorem? Może zadzwonię do Harrego? Nie, już dzisiaj dosyć mu namieszałam. No cóż będę musiała dzisiaj siedzieć sama. W tym momencie usłyszałam dzwonek telefonu. Dzwonił Sean. Szybko odebrałam.
-Hej kochana..-zaczął
-Cześć Sean. Słuchaj może...-chciałam go zapytać czy mógłby do mnie dzisiaj wpaść, ale on był szybszy.
-Mógłbym się do ciebie wprosić?
-Jasne! Wpadaj.
-Ok. Za dziesięć minut będę.-po tych słowach od razu się rozłączył.Nawet się nie pożegnał. Podejrzane.
Nie chciało mi się wstawać i schodzić na dół, więc dalej leżąc na łóżku przypomniałam sobie jak zawsze wyglądał dom po naszych spotkaniach. Mówiąc naszych mam na myśli mnie Vick i Seana. Kiedyś jak spotkaliśmy się u Victorii to zaczęliśmy się bić poduszkami i wszędzie było mnóstwo pierza. Innym razem jak wybraliśmy się ze znajomymi nad jezioro jako pierwsze wylądowałyśmy w wodzie. No ogólnie gdzie tylko się spotykamy robimy totalną rozpierdziel. Ale to już taka nasza tradycja. Albo kiedyś na szkolnym apelu zaczęliśmy tańczyć harlem shake'a. To były czasy. Nauczyciele nas nienawidzili. Z wspomnień wyrwał mnie dźwięk dzwonka.Zeszłam na dół. Pod moim domem stał Sean. Otworzyłam mu drzwi.
-Siema, siema. -powitał mnie radosnym uśmiechem.
-No hej
-No to wbijamy.
-Jak to my? -zapytałam skołowana.
-No ja i Sean. -zza chłopaka wychyliła się Vick.
-Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę. Przecież nie będziesz siedzieć tutaj taka sama. -co im strzeliło do głowy to ja nie wiem, ale dobrze, że przyszli przynajmniej nie będę się nudzić.
-No to co robimy dzisiaj? Bitwa na poduszki...-zaczęłam zamykając za nimi drzwi.
-Dzisiaj karty i planszówki, czyli powrót do starych dobrych czasów dzieciństwa. -odpowiedziała Vick rozpakowując torby, które przynieśli ze sobą.
-Mamy jeszcze ze sobą chipsy, ciastka i colę. -dodał Sean.
---------------------------------
Nareszcie udało mi się dodać dla was kolejny rozdział. Miał się pojawić w piątek, ale z powodu wiatrów i ogólnie złej pogody straciłam kontakt z Internetem :P Na szczęście dzisiaj udało się to naprawić.
Aww ♡ Kocham! :D
OdpowiedzUsuńświetny <3
OdpowiedzUsuń