sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 32

Dzisiejsze wydarzenia zmęczyły mnie na tyle, że siedząc na kanapie stawałam się senna. Prawie nie zauważyłam kiedy Niall wziął mnie na ręce i przeniósł do swojej sypialni. Przez mglę widziałam jak chłopak kładzie się obok i przykrywa nas kołdrą.Odpłynęłam.
***
Prze oczami migały mi wydarzenia z dzisiejszego wieczoru. Oglądałam siebie zrywającą z Harrym i widziałam jak uciekam przed goniącym mnie facetem. Następnie, jakby kontynuując sen sprzed kilku dni , znalazłam się w lesie przywiązana do drzewa, bez żadnych ubrań na sobie, zmarznięta i wystraszona. Na szczęści było już po wszystkim i nie musiałam oglądać jak jestem gwałcona. Kilka razy wołałam o pomoc- bezskutecznie. Po chwili zobaczyłam prze sobą sylwetkę mężczyzny. Wzdrygnęłam się jednak nie miałam siły zrobić niczego więcej. W miarę jak postać zbliżała się do mnie mogłam stwierdzić kto to. Sean. Szedł i rozglądał się po lesie zapewne szukając mnie, ponieważ gdy tylko mnie zauważył, rozwiązał liny i dał mi swoją kurtkę. Do tej pory wszystko było zgodne z minionymi wydarzeniami. Teraz zaczęła działać moja podświadomość. Nagle zza drzewa wyłonił się mężczyzna, który dzisiaj mnie gonił i rzucił toporem w Seana. Ten padł martwy. W jednej chwili z horyzontu zniknęło słońce. Wokół mnie pojawiły się setki zmasakrowanych ciał zwierząt. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach krwi. W oddali usłyszałam ujadanie psów. Zauważyłam w oddali zbliżające się cienie. Zostałam otoczona. Na chwilę odległe ujadanie psów ucichło. Jednak chwilę potem widziałam jak wybiegają z lasu i biegną prosto na mnie. Wzięłam nogi za pas i zaczęłam uciekać. Po chwili ogarnęło mnie dziwne uczucie nicości i zaczęłam spadać. 
Obudziłam się z przerażeniem wypisanym na twarzy. Serce waliło mi jak młotem a na całym ciele miałam ciarki. Podniosłam się na łokciach i omiotłam wzrokiem pokój jakby w obawie, że jeszcze nie wybudziłam się ze snu. Oddychałam ciężko i szybko. Odwróciłam się w poszukiwaniu chłopaka lecz go nie było. Wyszłam z pokoju na korytarz. Usłyszałam powtarzające się skrzypienie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Przed sobą zobaczyłam ciało Nialla zupełnie bez ducha, zwisające z sufitu. Miał na szyi pętlę z liny, której koniec zaniknął gdzieś w głębi stropu. Przejęta widokiem upadłam na podłogę. Oparłam się o ścianę próbując odseparować się od trupa...
Mój krzyk rozniósł się po całym domu. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam co jest jawą a co snem. Poczułam jak Niall obejmuje mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego ciało i zaczęłam płakać. Chłopak bezskutecznie próbował mnie uspokajać. 
-Spokojnie Kelsey jestem przy tobie.-mówił troskliwym tonem. 
W tym momencie zdałam sobie sprawę z tego jak wiele znaczy dla mnie ten uroczy blondyn. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła...Kocham go i nie pozwolę mu odejść. 
-Boże....mam dość tych koszmarów.- mruczałam cały czas tuląc się do niego. 
-Słuchaj może pogadamy?- zaproponował.
-Ok- powiedziałam odrywając się od niego i przecierając spuchnięte od płaczu oczy. 
Chłopak ułożył się wygodnie a ja położyłam się obok niego. Otulił mnie ramieniem i zaczęliśmy rozmawiać. Blondyn prawie przez cały czas mówił. Ja tylko wpatrywałam się w jego błękitne oczy i czasami się odezwałam. Nawet nie zauważyłam kiedy ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych koszmarów. W sumie to nawet nie pamiętam co mi się śniło.
***
Obudziłam się wczesnym rankiem wtulona w ciało Nialla. Chłopak przyglądał mi się badawczo kiedy usiadałam na łóżku i przeciągałam się. 
-Wyspałaś się chociaż trochę?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziałam opadając z powrotem na poduszki.
-To może pójdziemy coś zjeść.-zaproponował.
-Z miłą chęcią.
-----------------------------------
Przedostatni trochę krótki rozdział. Wybaczcie, że jest taki słaby, ale pisałam go cztery dni bo teraz nie bardzo mam czas. Ale teraz przejdźmy do ważniejszych rzeczy :P Chciałabym życzyć wszystkim wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Żebyście ten czas spędzili w gronie rodziny w miłej i spokojniej atmosferze. Smacznego Jajka i Mokrego Dyngusa :D

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 31

Myślałam, że jak zamieszkam razem z Harrym, wszystko wróci do normy. Myliłam się. Od samego początku kłóciliśmy się o byle bzdurę. Atmosfera cały czas była napięta. W końcu przestałam zwracać na to uwagę. Z biegiem czasu sytuacja się nieco uspokoiła, chodź nadal nie było za ciekawie. Teraz miałam szansę skończyć to, co zaczęłam. Moim celem było pogodzenie się z WSZYSTKIMI. Zadanie zostało wykonane w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Została tylko jedna osoba- Louis. Spotkałam się z nim żeby pogadać o całej sprawie na spokojnie. Niestety spotkanie nie skończyło się dobrze. Wręcz przeciwnie. Na pierwszą wzmiankę o Niallu szlag mnie trafił i się na niego wydarłam. Chuj z tym, że ludzie w kawiarni popatrzyli na mnie jak na idiotkę. Kilka dni później kolejny raz spotkałam się z Tomlinsonem, skutek jednak był ten sam. Darowałam sobie spotkania i próbowałam się z nim dogadać przez telefon. Po kilku wyczerpujących rozmowach przez telefon, udało się dojść do porozumienia. Chłopak zaprosił mnie do siebie na coś w rodzaju pogawędki. Dzięki Bogu podczas tego spotkania nie doszło do żadnych kłótni. Natomiast gdy wróciłam do domu rozpętała się wojna. Gdy tylko przekroczyłam próg domu zobaczyłam wściekłego Stylesa.
-Jak było u Louisa? -zapytał zgryźliwym tonem.
-Miło.- odpowiedziałam obojętnie.
-Cieszę się, że tak świetnie się bawisz z moim kumplem.- syknął
-Znowu zaczynasz? Mam tego dość ciągle jesteś o kogoś zazdrosny. Nie tego oczekiwałam po chłopaku takim jak ty. Myślałam, że będziemy się na wzajem wspierać a nie, że będziemy się ciągle kłócić o głupoty.- łzy zaczęły cieknąć po moich policzkach.
-Kochanie...ja...-Harry chciał się tłumaczyć, ale ja nie miałam ochoty tego słuchać.
-Kocham cię ale nie mogę tak dłużej żyć. Harry..-spojrzałam prosto w jego oczy-...koniec z nami. Wróć do siebie. Jutro przywiozę ci twoje rzeczy...-chłopak jedynie zmierzył mnie wzrokiem pełnym żalu.
-Kocham cię- powiedział i wyszedł.
Kiedy zamknęłam za nim drzwi załamałam się. Oparłam się o drzwi i myślałam nad tym co ja najlepszego zrobiłam. Przecież ja w życiu nie znajdę faceta takiego jak Harry. Osunęłam się na ziemię schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Wraz ze łzami pozbywałam się zbędnych emocji. Kiedy się nieco uspokoiłam pomyślałam, że muszę wyjść na zewnątrz. Wzięłam słuchawki, ubrałam kurtkę i nie zwracając na mój wygląd wyszłam na zewnątrz. Od razu uderzyła mnie chłodne powietrze jesiennego wieczoru. Szłam prosto przed siebie wysłuchując się w muzykę i nie zwracając uwagi na otoczenie. Po pewnym czasie muzyka zaczęła mnie rozpraszać i ja wyłączyłam. Szłam w ciszy. Ulice powoli pustoszały. Ciemność zawładnęła Londynem. Jedynie pojawiające się od czasu do czasy latarnie oświetlały mi drogę.
Nagle usłyszałam kroki za sobą. Ktoś mnie śledził. Odwróciłam się i od razu ciśnienie mi podskoczyło. Szedł za mną jakiś grubas. Powoli zaczęłam przyśpieszać tempo. Tak jak się spodziewałam facet za mną zrobił to samo. Zaczęłam uciekać nie chciałam przechodzić tego koszmaru kolejny raz. Byłam szybsza od tego faceta, więc szybko zyskałam przewagę. Jednak jeden nieostrożny ruch sprawił, że mogłam zostać złapana. Potknęłam się na krawężniku, jednak w porę się podniosłam. Przebiegłam spory kawał drogi i powoli zaczęło brakować mi sił. Grubas zaczynał mnie doganiać. Na całe szczęście zobaczyłam dom Niallera kilka metrów dalej. Zebrałam w sobie resztkę sił i czym prędzej pobiegłam w tym kierunku. Dzwoniłam na dzwonek po kilka razy, panicznie dobijałam się do drzwi. Nikt nie otwierał. Chciałam już biec dalej, kiedy drzwi się otworzyły.
-Kelsey. Co ty tu...-drzwi otworzył mi zdziwiony blondyn. Ja tylko czym prędzej weszłam do środka i zamknęłam drzwi na klucz. Oparłam się o nie i starałam się uspokoić moje nerwy głęboko oddychając. Byłam cała roztrzęsiona jeszcze raz przeżywając to o czym chciałabym zapomnieć. Usiadłam na podłodze i tępo wpatrywałam się w jakiś punkt na podłodze. Emocje wzięły górę. Zaczęłam płakać. Chłopak który, od kiedy pojawiłam się u niego w domu, nie odstępywał mnie na krok, siedzący na przeciwko, przytulił mnie mocno. Trzymałam go mocno i nie chciałam puścić. Przez moje ciało przechodziły deszcze. Chłopak puścił mnie, chwycił za ręce i spojrzał w oczy,
-Co się stało słońce? -zapytał troskliwym głosem
-Gonił mnie jakiś facet...nie wiedziałam co robić i zaczęłam uciekać. Nawet nie wiesz jak się bałam!- mówiłam dławiąc się łzami.
-Wiem, wiem...Chodź zrobię ci herbaty. Uspokoisz się trochę.
Siedziałam na kanapie z podkurczonymi nogami. Uważnie przyglądałam się pomieszczeniu. Jestem tu dopiero drugi raz. Niall dołączył do mnie z kubkiem gorącej herbaty. Usiadł obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Niall. Zerwałam z Harrym.- powiedziałam w pewnym momencie.
-Co się stało?
-Pokłóciliśmy się znowu, ale to już dłuższa historia. I dlatego, że z nim zerwałam poszłam się przejść i wtedy zobaczyłam tego faceta....
-Kelsey, nie musisz...
-Potem zaczął mnie gonić i wiesz poczułam jakbym drugi raz przeżywała ten sam koszmar. Zastanawia mnie tylko jedno dlaczego to zawsze spotyka mnie.
-Może po prostu znalazłaś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
-Może. Ale i tak mam teraz ochotę się zabić.-powiedziałam cicho
-Nigdy ci na to nie pozwolę, rozumiesz?- powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-To nie jest takie proste....
-Powiedz, że nigdy więcej nie będziesz chciała się zabić. Nie chcę cię znowu stracić.- kiedy zobaczyłam jego błagający wyraz twarzy zrozumiałam, że naprawdę dla niego coś znaczę.
-Obiecuję.- ręką dotknęłam jego policzka.
Widziałam jak się uśmiecha....
--------------------------------------
Kolejny rozdział przed wami, Mam nadzieję, że będzie się Wam podobał.
Serdecznie pozdrawiam :*