***
Prze oczami migały mi wydarzenia z dzisiejszego wieczoru. Oglądałam siebie zrywającą z Harrym i widziałam jak uciekam przed goniącym mnie facetem. Następnie, jakby kontynuując sen sprzed kilku dni , znalazłam się w lesie przywiązana do drzewa, bez żadnych ubrań na sobie, zmarznięta i wystraszona. Na szczęści było już po wszystkim i nie musiałam oglądać jak jestem gwałcona. Kilka razy wołałam o pomoc- bezskutecznie. Po chwili zobaczyłam prze sobą sylwetkę mężczyzny. Wzdrygnęłam się jednak nie miałam siły zrobić niczego więcej. W miarę jak postać zbliżała się do mnie mogłam stwierdzić kto to. Sean. Szedł i rozglądał się po lesie zapewne szukając mnie, ponieważ gdy tylko mnie zauważył, rozwiązał liny i dał mi swoją kurtkę. Do tej pory wszystko było zgodne z minionymi wydarzeniami. Teraz zaczęła działać moja podświadomość. Nagle zza drzewa wyłonił się mężczyzna, który dzisiaj mnie gonił i rzucił toporem w Seana. Ten padł martwy. W jednej chwili z horyzontu zniknęło słońce. Wokół mnie pojawiły się setki zmasakrowanych ciał zwierząt. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach krwi. W oddali usłyszałam ujadanie psów. Zauważyłam w oddali zbliżające się cienie. Zostałam otoczona. Na chwilę odległe ujadanie psów ucichło. Jednak chwilę potem widziałam jak wybiegają z lasu i biegną prosto na mnie. Wzięłam nogi za pas i zaczęłam uciekać. Po chwili ogarnęło mnie dziwne uczucie nicości i zaczęłam spadać.
Obudziłam się z przerażeniem wypisanym na twarzy. Serce waliło mi jak młotem a na całym ciele miałam ciarki. Podniosłam się na łokciach i omiotłam wzrokiem pokój jakby w obawie, że jeszcze nie wybudziłam się ze snu. Oddychałam ciężko i szybko. Odwróciłam się w poszukiwaniu chłopaka lecz go nie było. Wyszłam z pokoju na korytarz. Usłyszałam powtarzające się skrzypienie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Przed sobą zobaczyłam ciało Nialla zupełnie bez ducha, zwisające z sufitu. Miał na szyi pętlę z liny, której koniec zaniknął gdzieś w głębi stropu. Przejęta widokiem upadłam na podłogę. Oparłam się o ścianę próbując odseparować się od trupa...
Mój krzyk rozniósł się po całym domu. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam co jest jawą a co snem. Poczułam jak Niall obejmuje mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego ciało i zaczęłam płakać. Chłopak bezskutecznie próbował mnie uspokajać.
-Spokojnie Kelsey jestem przy tobie.-mówił troskliwym tonem.
W tym momencie zdałam sobie sprawę z tego jak wiele znaczy dla mnie ten uroczy blondyn. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła...Kocham go i nie pozwolę mu odejść.
-Boże....mam dość tych koszmarów.- mruczałam cały czas tuląc się do niego.
-Słuchaj może pogadamy?- zaproponował.
-Ok- powiedziałam odrywając się od niego i przecierając spuchnięte od płaczu oczy.
Chłopak ułożył się wygodnie a ja położyłam się obok niego. Otulił mnie ramieniem i zaczęliśmy rozmawiać. Blondyn prawie przez cały czas mówił. Ja tylko wpatrywałam się w jego błękitne oczy i czasami się odezwałam. Nawet nie zauważyłam kiedy ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych koszmarów. W sumie to nawet nie pamiętam co mi się śniło.
***
Obudziłam się wczesnym rankiem wtulona w ciało Nialla. Chłopak przyglądał mi się badawczo kiedy usiadałam na łóżku i przeciągałam się.
-Wyspałaś się chociaż trochę?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziałam opadając z powrotem na poduszki.
-To może pójdziemy coś zjeść.-zaproponował.
-Z miłą chęcią.
-----------------------------------
Przedostatni trochę krótki rozdział. Wybaczcie, że jest taki słaby, ale pisałam go cztery dni bo teraz nie bardzo mam czas. Ale teraz przejdźmy do ważniejszych rzeczy :P Chciałabym życzyć wszystkim wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Żebyście ten czas spędzili w gronie rodziny w miłej i spokojniej atmosferze. Smacznego Jajka i Mokrego Dyngusa :D