poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 22

*kilka dni później*
Z Harrym układa mi się wprost cudownie. Jesteśmy szczęśliwi. Ostatnio też uświadomiliśmy chłopaków, że jesteśmy razem. I tak jak przeczuwałam Niall był tą wiadomością zawiedziony. Ale jeżeli naprawdę znaczę coś dla niego to to zaakceptuje.Z Seanem w dalszym ciągu się nie pogodziłam. Z Louisem też nie rozmawiałam. Leżę właśnie sama w łóżku. Chyba dzisiaj pójdę odwiedzić Vick. Dawno się nie widziałyśmy. Wstałam, zjadłam coś na śniadanie, przebrałam się i wyszłam. Ze względu iż mieszkamy blisko siebie W pięć minut dotarłam do domu Vick. Przywitała mnie bardzo entuzjastycznie.
-Co cię do mnie sprowadza?-zapytała 
-Nic nadzwyczajnego, po prostu nudziło mi się więc przyszłam pogadać.-odpowiedziałam.
-Cudownie. Może przejdziemy się gdzieś. Może spacerek po parku?- zaproponowała. Chętnie się zgodziłam. 
Wędrowałyśmy po parku i rozmawiałyśmy. Rozmawiałyśmy jak zawsze o wszystkim i o niczym. W pewnej chwili zrobiło mi się słabo. Musiałam usiąść. 
-Co się stało?- zapytała przerażona Vick.
-Nic po prostu zrobiło mi się słabo. Od paru dni już się czuję tak kiepsko. Miewam zawroty głowy, mdłości itp. A poza tym okres mi się spóźnia. 
-Ty jesteś w ciąży. -powiedziała uśmiechając się.
-Tak wiem. Wczoraj kupiłam test. Ale to wcale nie jest dobra wiadomość.-powiedziałam na jednym wydechu.
-Czemu niby?
-To na pewno jest dziecko tego faceta, który mnie zgwałcił. -starałam się zachować spokój.
-Ale skąd wiesz. Może to dziecko twoje i Harrego.
-Ja to po prostu wiem i koniec. -chciałam zakończyć tą rozmowę do zboczyła na niewłaściwe tory.
Niedługo potem wróciłam do domu. Nie mogłam się długo nacieszyć spokojem ponieważ chwilę potem przyszedł do mnie Liam. Rozmawialiśmy. W pewnym momencie zaczął mnie strasznie boleć brzuch.
-Poczekaj Liam wezmę tylko coś przeciwbólowego i zaraz wracam- powiedziałam po czym poszłam do łazienki tabletki przeciwbólowe.Wzięłam jedną. Już miałam wychodzić z łazienki, ale zaczęło mi się kręcić w głowie i upadłam na podłogę. 
*Perspektywa Liama*
Kelsey długo nie wracała. Zacząłem się martwić. Postanowiłem zapukać i sprawdzić czy wszystko jest ok, Podszedłem do drzwi i zapukałem. Nic. Zawołałem ją po imieniu. Dalej nic. W końcu wpadłem na bardzo głupi pomysł. Może zostawiła otwarte drzwi. Chwila prawdy. Pociągnąłem za klamkę. Drzwi się otworzyły a ja ujrzałem Kelsey nieprzytomną na podłodze. Sprawdziłem puls. Żyje. Nie wiedziałem co mam zrobić. Wziąłem ją na ręce i przeniosłem do samochodu. Szubko pojechałem do szpitala.
 Pielęgniarka zapytała co się stało.
-Znalazłem ją nieprzytomną w łazience. 
Siostra zaraz zawołała lekarza a mnie kazała czekać na korytarzu. W ten czas zadzwoniłem do Harrego. Powiedział, że zaraz będzie. Harry przyjechał razem z Niallem. Powiedziałem im co się stało i musiałem ich zostawić, bo musiałem jeszcze coś załatwić.
***
Obudziłam się w bardzo jasnym pomieszczeniu. Moje oczy potrzebowały trochę czasu, żeby się przyzwyczaić do takiej jasności. Kiedy już odzyskałam dobry wzrok rozejrzałam si po pomieszczeniu. Byłam w szpitalu. Leżałam na łóżku a obok mnie siedział Harry. Po drugiej stronie gdzieś w kącie był też Niall. Ale czemu ja się tutaj znalazłam? A no tak pamiętam. Zemdlałam. Pewnie Liam mnie tutaj przywiózł. Zauważyłam, że Harry się na mnie patrzy, ale był jakiś smutny. 
-Harry co się stało..-zapytałam cicho. 
-Poroniłaś -odpowiedział równie cicho. Nic mu nie odpowiedziałam. Musiałam sobie wszystko poukładać. Ale zanim to zrobiłam Harry powiedział coś jeszcze. -Kochanie to było nasze dziecko....
------------------------------
22 troszkę krótszy, ale formalnie to on się nie miał pojawić :P 
Pozdrawiam.

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdzial 21

Siedzieliśmy w kuchni i gadaliśmy o przyjeździe chłopaków. Potem przeszliśmy do tego co się dzialo tutaj kiedy ich nie było.
-No dobrze. To teraz przejdźmy do rzeczy ważniejszych.-powiedział Louis z powagą.
-Ok. Mam się bać? -zapytałam.
-Dzwonił do mnie Harry.-powiedział nie zwracając uwagi na moje słowa.
-I?
-Powiedział mi, że jesteście razem.
-I co w tym złego.-byłam już lekko wkurzona bo nie chciałam, żeby ktoś znowu mnie pouczał.
-Nie chodzi o mnie tylko o Nialla...
-...-milczałam. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Przecież wiesz, że jak się dowie to się załamie.-powiedział błagalnym tonem.
-Nic mu nie będzie.-zabrzmiało to nie tak jak chciałam.
-On Cię kocha!-Lou się wkurzył.
-Ale my jesteśmy tylko przyjaciółmi!- może nikt tego nie powiedział głośno, ale ja go traktowałam jako przyjaciela.
-Może on dla Ciebie jest tylko przyjacielem, ale ty dla niego jesteś czymś więcej! -atmosfera była coraz bardziej napięta. Ostatnio sie z wszystkimi sprzeczam.
-Dziękuję że mnie zaprosiłeś, ale muszę już lecieć. -przynajmniej to zabrzmiało trochę przyjaźnie.
-Czekaj.-Louis próbował mnie zatrzymać, ale ja nie ustępowałam.
-Lou wychodzę! -powiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
Zamknąłam drzwi i wzięłąm głęboki oddech. Uspokój sie- mówiłam sobie w duszy. Wlożyłam słuchawki w uszy i ruszyłam w stronę sklepu. Po drodze niespodziewanie natknęłam się na Seana. Stwierdzilam, że nie będę znim rozmawiać bo jeszcze powiem coś czego on nie chce słyszeć.  Przeszedł obok mnie obojętnie, nawet na mnie nie popatrzył. Doszłam wreszcie do celu. Weszłam do sklepu, kupiłam wszystko co potrzeba i wróciłam do domu. Na szczęście w grodze powrotnej niekogo nie spotkałam. Weszłam do domu rozpakowałam i rozpakowałam zakupy. I coś mnie zdziwiło. Niall powiedział, że organizują imprezę po powrocie do Londynu, ale póki co to chyba jeszcze nikt nie wie kiedy ona będzie. Pomyślałam, że skoro Harry chciałby żebym isę tam pojawiła z Vick to dopilnuje, żebym się dowiedziała kiedy ona jest. Nie myliłam się dwie godziny później dostałam SMS'a od Harrego.
Od: Harry
Szykuj się za godzinkę jedziemy na party do Nialla. Kocham Cię :**
Do: Harry
Dziękuję za informacje ;* Ale nie mogłeś wcześniej :P
Po wysłaniu tej wiadomości już nie patrzałam czy Harry odpisał czy nie, tylko poszłam się przygotowywać. Stanęłam przed szafą pełną ubrań i zapytałam sama siebie 'W co ja się mam ubrać?'. Taak. Typowa kobieta. Po chwili rzuciła mi się w oczy biała, koronkowa sukienka, którą parę dni temu kupił mi Niall. W sumie to jeszcze nigdzie w niej nie byłam, więc pora ją wreszcie założyć. Ubrałam sukienkę, zrobiłam lekki makijaż, rozpuściłam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Jeszcze tylko do tego śliczne czarne szpilki i mogę schodzić na dół. Byłam w połowie schodów kiedy do drzwi zadzwonił Styles. Otworzyłam mu.
-Wow! Ślicznie wyglądasz kochanie.- powiedział całując mnie na powitanie.
-Dziękuję.
-To co jedziemy? -zapytał.
Wzięłam swoje rzeczy, wpakowałam się do samochodu loczka i ruszyliśmy. Chwilę później staliśmy po domem Nialla. Weszliśmy do domu. W środku było parę osób. Najwidoczniej byli to tylko bliscy znajomi chłopaków. Nie przeszkadzało mi to, że prawie nikogo tu nie znałam. Przynajmniej uniknęłam niezręcznych pytań typu 'To wy jesteście razem?' itp. Dręczyło mnie tylko to dziwne spojrzenie Nialla. Może Louis miał rację. Przestałam się tym przejmować po trzecim drinku. Harry o dziwo dzisiaj nie pił. Może dlatego, że przyjechał samochodem, a stąd do domu Nialla jest jakieś piętnaście minut drogi. Więc jak mówiłam po trzecim z kolei drinku nie przejmowałam się już niczym. Skupiłam całą uwagę na Harrym. Rozmawialiśmy. Mimo wypitego alkoholu byłam całkiem przytomna. Zaproponowałam Harremu, żebyśmy pojechali do niego, ponieważ tutaj już mi się znudziło. No bo właściwie nic się tutaj nie działo. Nic ciekawego. Wiadomo muzyka, tańczący ludzie, alkohol. Ale teraz chciałam trochę odpocząć, ale też nie chciałam zostać sama w domu. 
Harry jak na zawołanie zgodził się i pojechaliśmy do niego. Weszliśmy do jego domu. Od razu musiałam zdjąć szpilki. Jaka ulga. Usiadłam na kanapie, a Harry obok mnie. 
-No kociaku to co będziemy robić? -zapytałam siadając Harremu na kolanach i wpatrując się w jego piękne zielone oczy. 
-A co byś chciała?- odpowiedział 
-Hmmm..no nie wiem-powiedziałam przygryzając dolną wargę. 
-Kusisz..-walczył ze sobą a ja robiłam wszystko, żeby go sprowokować. 
Aż w końcu nie wytrzymał. Uniósł mnie do góry, a ja objęłam go nogami w pasie. Dopięłam swego. Kiedy Harry wynosił mnie na górę do swojej sypialni ja bawiłam się jego loczkami. Po alkoholu byłam odważniejsza i bardziej zadziorna. Harry wszedł do sypialni, postawił mnie na podłodze, rozpiął zamek sukienki, która opadła na podłogę, a sam też już pozbył się koszuli oraz spodni i stał przede mną w samych bokserkach. Szybko pozbył się mojej bielizny i swojej też. Teraz byłam zdana tylko na łaskę Harrego. Pomyślałam sobie 'To będzie długa noc' i taka też była. Harry nie czekając dłużej wziął się do roboty. Przyznam nie był za bardzo delikatny. Kiedy skończył położył się obok mnie. Leżeliśmy i rozmawialiśmy. Położyłam głowę na jego nagim, gorącym torsie i po chwili zasnęłam. To była najlepsza noc mojego życia.
***
Obudziłam się kilka godzin później. Obok mnie leżał boski Styles i wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi oczami. 
-Harry. -powiedziałam stanowczym głosem
-Tak kochanie?
-Nigdy więcej nie piję.-powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha. 
-Czemu?-zapytał skołowany.
-Bo potem dzieją się dziwne rzeczy- powiedziałam zaczynając się śmiać. 
-Nie podobało Ci się? -zmierzył mnie swoim wzrokiem.
-Ależ oczywiście, że się podobało- puściłam mu oczko.
-Więc w czym problem?- zapytał po raz kolejny.
-W niczym. Tylko się z tobą droczę.-powiedziałam i posłałam mi buziaka.
-O ty..-zbliżył się do mnie i zaczął mnie łaskotać.- Obiecaj, że już nigdy się nie będziesz ze mną droczyć, to przestanę.-powiedział stanowczo
-Obiecuję...-odpowiedziałam śmiejąc się do łez.
-Cudownie.-powiedział, po czym delikatnie musnął moje usta.- Idziesz na śniadanie? 
-Z przyjemnością. 
-----------------------------------------
Kolejny rozdzialik. Mam nadzieję, że się podoba :**

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 20

Obudziłam się na kanapie w salonie. Obok mnie leżał Harry. Jeszcze spał. Powiem szczerze, że nie myślałam, że ta kanapa może być taka wygodna. Wstałam i cicho podreptałam do kuchni tak żeby nie obudzić Harrego. No dobra to teraz trzeba zrobić coś dobrego na śniadanie. Zrobię jajecznice. Nie będzie to jakieś super wykwintne śniadanie, chociaż moja jajecznica zawsze wszystkim smakowała. Robiąc śniadanie wyjrzałam przez okno. Jest ładna pogoda to może zjemy na tarasie? Przygotowałam wszystko, poukładałam na tackach i wyniosłam na taras. Idę obudzić Harrego. Wchodzę do salonu a tu go nie ma. Zastanawiam się gdzie on mógł pójść, gdy ktoś podchodzi do mnie i zasłania ni oczy. Od razu wiem kto to.
-Kiedy wstałeś? -zapytałam odwracając się do Stylesa.
-Przed chwilą. -odpowiedział.
-Ok. Idziesz na śniadanie ?
-Jasne
Przeszliśmy na taras, usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Podczas posiłku ciągnęliśmy zaczętą wczoraj rozmowę.
-To na czym skończyliśmy? -zapytał Harry.
-Chyba na planach wakacyjnych.
-Tak, masz rację. No to gdzie chciałabyś pojechać? -ciekawe pytanie.
 Jeszcze dobrze nie wróciłam do normalności po tych wakacjach a on mówi już o następnych. W sumie to sama nie wiem gdzie chciałabym pojechać. W pary miejscach byłam już przelotnie albo zatrzymywałyśmy się na kilka dni w jakimś hotelu razem z Vick. Ale jest jedno miejsce, byłam tam już setki tysięcy razy, ale dalej tam mnie coś ciągnie. Francja. Wieża Eiffla , Luwr, Wersal. To tylko kilka miejsc które zwiedzałam, ale która cały czas mnie ciekawią i zachwycają. Francja to nie tylko piękny kraj, o niesamowitej kulturze, ale też ma bardzo ciekawą historię. No więc jak tak dużo czasu spędza się z taką osobą jak Vick można się czegoś dowiedzieć.
-Może Francja? -zaproponowałam
-Brzmi kusząco.
-Uwierz mi nie zawiedziesz się. To miejsce jest cudowne.
-Byłaś tam? -zapytał zdziwiony.
-Tak wiele razy. Często przyjeżdżałyśmy tam z Victorią. Ale mimo wszystko dalej mnie coś tam ciągnie.- odpowiedziałam.
Rozmaiwialiśy dalej o wakacjach i podróżach. I jakoś zmieniliśmy temat ns to co takiego szalonego chcielibyśmy zrobić.
-Ja chciałbym zdobyć zwiedzić cały świat i skoczyć kiedyś ze spadochronu. No i jeszcze pobić jakiś rekord Guinessa.-powiedział rozmarzony Styles.
-No to ja chciałabym na pewno skoczyć na bungee, zobaczyć zorze polarną i zaprzyjaźnić się z jakimś dzikim kotem.- fajnie było by mieć w domu takiego lwa. Siał by postach w okolicy.
-Oby to ostatnie się nie spełniło.-powiedział Harry z przerażeniem w oczach.
-Niby czemu?- zapytałam
-Jeszcze być nasłała na mnie takiego lamparta czy coś i co bym zrobił.
-Hahahah. Raczej nie pozwoliliby mi trzymać takiego kocura w domu.- oboje zaczęliśmy się śmiać. Nie rozumiem czemu Sean ma jakieś uprzedzenia do Harrego. No jest normalnym chłopakiem. Świetnie się dogadujemy. Może Sean po prostu go nie zna, albo boi się, że skoro mam Harrego to zapomnę o nim. Będę musiała go gdzieś złapać albo zadzwonić do niego i pogadać. Właśnie tak zrobię. Jak tylko pożegnam się z Harrym zadzwonię do Seana i poproszę go o spotkanie. Oby się zgodził. Po zjedzeniu posprzątaliśmy naczynia. Oczywiście nie obeszło się bez przekomarzań i żartów. Potem Harry musiał jechać coś pozałatwiać a ja zostałam sama i mogłam spokojnie zadzwonić do Seana. Dzwoniłam do niego trzy razy. Albo mnie unika albo nie może odebrać telefonu. Osobiście stawiam na to pierwsze. No nic postanowiłam sobie, że pójdę zrobić zakupy. Sprawdziłam czego potrzebuję, wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Idąc zastanawiałam się co powiem Seanowi kiedy wreszcie się do niego dodzwonię. A może powinnam olać jego tak jak on olał mnie. Byłam taka zamyślona, że wpadłam na jakiegoś przechodnia.Podniosłam oczy i ujrzałam twarz Louisa. W pierwszym momencie nie ogarniałam co się dzieje, ale kiedy już wszystko do mnie dotarło przywitałam go wielkim przytulasem.
-Hej Lou!
-Hej Kelsey- odpowiedział rozpromieniony.
-Widzę, że właśnie przyjechałaś z lotniska.-nietrudno było to zauważyć. Stał obok swojego samochodu i rozpakowywał walizki.
-Tak. Może wejdziesz. Wypijemy coś, pogadamy.- zapytał.
-Propozycja kusząca, ale niestety nie skorzystam. Muszę zrobić zakupy.
-Oj tam. Zakupy poczekają. Wchodź.- zaprosił mnie, więc nie mogłam odmówić.
Weszliśmy do jego domu. Domu Lou jest trochę podobny do domu Harrego. Wygląda bardzo nowocześnie. Ściany mają kolory od czerni poprzez różne odcienie szarości do bieli. Oboje mają dużo zdjęć z dzieciństwa porozstawianych po pokojach i oboje mają wygodne kanapy. Louis był w kuchni i robił coś do picia a ja obejrzałam dom więc dołączyłam do niego.
---------------------------------------
No to teraz zacz nie się rozkręcać :P Jak tam u Was po świętach ? Najedzeni, wypoczęci i zadowoleni z prezentów? Mam nadzieję, że tak. Komentujcie.
Pozdrawiam :**

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 19

Od: Harry
Kochanie, czy mógłbym Cię gdzieś porwać wieczorem ? 
Do: Harry
Brzmi ciekawie :P Tylko zależy o której i gdzie. 
Od: Harry
Może kino ? Będę o ósmej pod twoim domem, Kocham Cię :*
Do: Harry
Ok. Ja Ciebie też ;*
Odłożyłam telefon i zastanawiałam się co mogę zrobić, żeby się tak cholernie nie nudzić. Do pracy wracam dopiero za kilka dni. Właśnie nie wiem czy o tym już wspominałam, czy nie, ale pracuję w firmie projektującej domy razem z Vick. Nie no dobra, muszę wymyślić co mogę robić, bo zaraz zanudzę się na śmierć. Ale właśnie zapomniałam, że po wakacjach miałam się za siebie wziąć. Miałam zacząć ćwiczyć ale póki co mi to trochę nie wychodzi. Może czas to zmienić ? Ubieram coś wygodnego, biorę telefon i słuchawki i wychodzę, żeby pobiegać. Trochę świeżego powietrza mi nie zaszkodzi. Wróciłam po mniej więcej dwóch godzinach. Taki trening dobrze mi zrobi. Po powrocie wzięłam prysznic, poprawiłam makijaż i zeszłam z powrotem do salonu. Zerknęłam na zegar. Jeszcze cztery godziny do przyjazdu Harrego. Pomyślałam, że zadzwonię do Nialla, żeby spytać kiedy wracają. Tak też zrobiłam. Po półgodzinnej rozmowie z blondynem dowiedziałam się, że chłopaki wylatują wieczorem i rano już będą w Londynie. Oprócz tego dowiedziałam się też, że już nigdy nie wyjadą na tak długo za granicę oraz, że szykują imprezę z okazji ich powrotu. Po zakończeniu rozmowy poszłam do kuchni po jakąś przekąskę i ponownie usiadłam przed telewizorem. Nie wiem dlaczego, ale  dzisiaj strasznie nudzi. Kiedy znowu znudziła mi się telewizja zaczęłam bezsensownie chodzić po domu. Potem chodziłam i nuciłam sobie coś pod nosem. Aż wreszcie na samym końcu włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć i śpiewać. Nie wiem co mnie napadło, bo nigdy czegoś takiego nie robiłam, ale to jest prawdziwy zabijacz czasu. Ani się obejrzałam a zostało mi pół godziny do przyjazdu Harrego. Poszłam na górę przebrałam się i w sumie byłam gotowa. Loczek pojawił się bardzo punktualnie. 
-To co jedziemy ? -Zapytał Harry kiedy tylko wpuściłam go do domu.
-Jasne. Tylko jeszcze wezmę torebkę. -odpowiedziałam, a po chwili byłam już w samochodzie. 
Weszliśmy do budynku. 
-Harry. Na jaki właściwie film idziemy? -zapytałam
-Horror. 
Ok. Ja lubię horrory i oglądałam już naprawdę mnóstwo strasznych filmów. Czyli to zupełnie zwyczajne spotkanie w kinie. No bo jeżeli Harry liczy na jakieś mizianie w kinie po zgaszeniu światła to nie ma na co liczyć. Powiedział, że idziemy do kina na film, więc idziemy i będziemy oglądać ten film choćby nie wiem co. Wybrał mój ulubiony gatunek filmowy, więc teraz będzie go oglądał. Nie no chwila on nic takiego nie powiedział a ja jak zawsze muszę sobie w głowie usnuć ciekawą historyjkę. Ja się chyba pójdę leczyć. Weszliśmy na salę kinową i chwilę później zaczął się film. Trwał dwie godziny z hakiem. No nie powiem był to naprawdę dobry film. Trzymał w napięciu no i nie brakowało krwawych scen z mordercami i ofiarami w rolach głównych. Harry odwiózł mnie do domu. Harry miał już wychodzić.
-No to ja już lecę pa kochanie.
-Czekaj! -zawołałam zanim zdążył zniknąć z drzwiami.-Może zostaniesz jeszcze na chwilę?
-W sumie to co mi szkodzi. -powiedział Harry 
-Jak chcesz to możesz zostać na noc.- zaproponowałam. 
-Jeżeli Tobie to nie będzie przeszkadzało to chętnie zostanę. -zgodził się. 
Usiedliśmy na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim. Od wspomnień z dzieciństwa po plany na przyszłość. Powiedziałam Harremu o przyjęciu, które organizują chłopcy po przyjeździe. Odpowiedział, że koniecznie musimy się ni nim znaleźć. Rozmawialiśmy tak do późna. Nie byłam jakoś zmęczona dzisiejszym dniem, ale zasnęłam dość szybko. Gadaliśmy o planach na następne wakacje. Ja leżałam Harremu na kolanach, a on bawił się moimi włosami. Potem zasnęłam. Ale jeszcze przez sen słyszałam, że Styles włączył sobie telewizje, ale potem nie wiem już totalnie nic co się dalej działo.
-------------------------------------------
Jest kolejny rozdział :D Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)
Pozdrawiam :**

niedziela, 22 grudnia 2013

Uwaga !!!

Jak już mówiłam miałam w planach założyć kolejnego bloga i tak też się stało. Tutaj macie do niego linka: http://never-together-imagin1d.blogspot.com/ Wchodźcie, czytajcie, komentujcie. Teraz kolejne rozdziały jak wspominałam pod ostatnim postem będą się pojawiały raz na jednym blogu, raz na drugim. Jutro pojawi się kolejna część tej historii, a już dzisiaj możecie zobaczyć bohaterów następnego opowiadanie, klikając w linka. No to ja was serdecznie zapraszam :**

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 18

Obudziłam się w moim salonie. Ale ten pokój wcale nie przypominał salonu. Po wczorajszych wygłupach jest tu pełno papierków po słodyczach chipsach itp. Dodatkowo wszędzie wokoło było mnóstwo pierza bo wczoraj gdzieś około czwartej nad ranem zaczęliśmy się bić poduszkami. Właśnie muszę sobie kupić nowe poduszki, bo te stare tak troszkę się zniszczyły...Na drugim końcu pokoju były rozsypane są karty po naszym nieudolnym układania z nich domku. I mam nadzieję, że reszta domu jest w dobrym stanie. Wstałam i dopiero teraz zauważyłam, że Vick i Sean jeszcze śpią. Nie mogą przegapić takiej okazji. Poszłam na górę po moją czerwoną szminkę. Wróciłam do salonu i umalowałam twarze przyjaciół. Vick wzbogaciła się w okulary, a Sean od dzisiaj ma wąsy. Wyglądali komicznie. Szczególnie w takim otoczeniu. Musiałam to uwiecznić. Zastanawiałam się co zrobić, żeby ich obudzić, ale jednak doszłam do wniosku, że nie będę ich aż tak męczyć.Poszłam do kuchni zrobić coś na śniadanie. Otwieram lodówkę, a tu świeci pustkami. Nie zrobiłam zakupów. Zupełnie o tym zapomniałam. Trudno na śniadanie będziemy jeść dzisiaj pizzę.  No w sumie to na taki śniadanio-obiad, bo już dochodzi dwunasta. Zadzwoniłam do pizzerii i zamówiłam pizzę. Miałam iść ogarnąć się do łazienki, ale coś trzasnęło w salonie. Weszłam do pokoju i zobaczyłam, że to tylko Sean spadł z kanapy, na której wczoraj zasnął Przez ten huk obudziła się też Victoria. Kiedy oni dochodzili do siebie ja tarzałam się ze śmiechu.
-Z czego się tak śmiejesz? -zapytałam nieprzytomnym głosem Vick.
-Po..popatrzcie..na..siebie...-powiedziałam
Popatrzyli na swoje twarze i po chwili wszyscy w trójkę się śmialiśmy. Jak już się opanowaliśmy poinformowałam ich, że dzisiaj na śniadanie będzie pizza na co zareagowali za aprobatą. Niecierpliwie wyczekiwaliśmy dostawcy bo, pomimo iż wczoraj wieczorem i ogólnie przez całą noc nawpierdzielaliśmy się różnych słodyczy, byliśmy cholernie głodni. Kiedy wreszcie zadzwonił dzwonek, dosłownie rzuciliśmy się do drzwi, żeby odebrać pizzę. Dostawca musiał mieć niezłą bekę z Seana i Vick, którzy jeszcze nie zdążyli zmyć z twarzy moich rysunków.
Kiedy wreszcie siedzieliśmy i jedliśmy upragnione śniadanko przypomniałam sobie, że jeszcze nie powiedziałam Seanowi i Victorii o tym, że chodzę za Stylesem. Uznałam, że najlepiej będzię jak się o tym dowiedzą trochę później. Po zjedzeniu pizzy poszliśmy posprzątać salon (ale jeszcze wcześniej Sean i Vick musieli się umyć.) I wreszcie kiedy już posprzątaliśmy salon usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać telewizję. Pomyślałam, że to jest dobry moment, żeby poinformować ich o sytuacji.
-Słuchajcie..-zaczęłam niepewnie, bo obawiałam się ich reakcji, a głównie reakcji Seana.
-Tak? -zapytała Vick i oboje zwrócili się w moją stronę.
-No bo jest taka sprawa...
-Słuchamy -powiedział Sean.
-Chodzę z Harrym. -ok ja już swoje zrobiłam. Zobaczymy jak na to zareagują.
-No gratulacje kochana. -na szczęście Vick zaakceptowała nasz związek. ale ciś mi się wydaje, że z Saeanem nie będzie tak łatwo.
-Z Harrym Stylesem ? -zapytał, zle wyraz jego twarzy mówił sam za siebie.
-Tak. Jakiś w tym problem? -powiedziałam z lekkim zaskoczeniem. Czyżby Sean znał Harrego ?
-To po prostu nie jest chłopak dla ciebie
-Czy ty coś sugerujesz ? -byłam zła na jego stosunek do mojego chłopaka.
-Tak. Sugeruję, że to nie jest chłopak dla ciebie. -odpoweidział obojętnie.
-Ale co ci w nim przeszkadza? -zapytałam próbując się opanować.
- Jest egoistyczny, porywczy i...
-I ? -zapytałam wściekła.
-I zachowuje się jak kretyn! -ryknął po czym w przeciągu sekundy był już przy drzwiach. Potem już tylko usłyszałyśmy trzask zamykanych drzwi a jego nie było.
-Sean! Wracaj! Sean ty idioto! -Vick próbowała go zawołać ale on był już pewnie w drodze do domu.
-Co mu strzeliło do głowy? -zapytałam pełna mieszanych emocji. Z jednej strony byłam wściekła na Seana za to co powiedział, ale z drugiej zastanawiało mnie czy to może być prawda.
-Wiesz jaki jest Sean..-odpowiedziała Vick.
-Wiem, że czasami zachowuje się jak nasz ojciec, ale to już przesada.
-No tak. Ale pamiętasz jak ja chodziłam z Mattem też był nadąsany ale potem mu przeszło. On już tak ma.
-No niestety to nieliczna z jego wad. Mam tylko nadzieję, że szybko mu przejdzie i wszystko będzie mogło wrócić do normy.
Pogadałyśmy jeszcze przez chwilę a potem Victoria też wrócił do domu. Ja nie wiedząc co mogę robić, zaczęłam oglądać telewizję.Myślałam jednocześnie o co chodziło Seanowi i dlaczego tak się zachował.  Kiedy tak rozmyślałam przyszedł do mnie SMS.
-----------------------------------------------
Na dzisiaj tyle, ale przysięgam, że w święta Was dosłownie zawalę tymi rozdziałami i mówię Wam, że będą tak obszerne jak ten poprzedni :D A właśnie. Ostatnio tak sobie myślałam, że przez święta będę miała dużo czasu, więc postanowiłam założyć drugiego bloga. Mam już nawet pomysł tylko teraz zostaje kwestia tego, czy ktoś będzie czytał moje wypociny. Rozdziały pojawiałyby się raz na tym blogu a raz na tym drugim. Więc codziennie byłoby coś do poczytania :P Mam nadzieję, żę propozycja wam się spodoba. To byłoby na tyle z mojej strony, teraz wy piszcie jak wam się podoba :**

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 17

Z dedykacją dla Julii Zerhau :)

-Widzę, że już wstałaś..-zaczął wciąż przyglądając mi się z daleka.
-Tak..-powiedziałam przeciągając się i odwracając w jego stronę. -Wczoraj troszkę mi się przysnęło na filmie.
-Oj, tak. Ale wiesz co, słodko wyglądasz kiedy śpisz.-na jego twarzy malował się łobuzerski uśmiech.
-No chyba nie.-powiedziałam wychodząc z pomieszczenia.
-Niech ci będzie. Idziesz na śniadanie?
-Z chęcią. I mam nadzieję, że mnie nie otrujesz.
Zeszliśmy do kuchni. Na stole czekało na mnie smakowicie wyglądające śniadanie. A mianowicie naleśniki. Głodna usiadałam przy stole i zaczęłam sobie ładować. Kiedy już moja porcja była satysfakcjonująca zabrałam się za jedzenie, wcześniej jeszcze polewając wszystko syropem klonowym. Uwielbiam takie śniadania, uwielbiam naleśniki. Po zjedzeniu pomogłam Harremu posprzątać. Kiedy już wszystko było zrobione usiedliśmy na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Harry...? -zaczęłam.
-Tak?
-Ja już powinnam iść. W ogóle nie powinnam tutaj zostawać na noc. Narobiłam ci tylko kłopotów.
-Czekaj, czekaj. Spokojnie. Po pierwsze to nie twoja wina, że zasnęłaś, byłaś po prostu zmęczona. Po drugie nie narobiłaś mi żadnych kłopotów będąc tutaj. A po trzecie...
-Tak?
-Jak chciałabyś wracać do domu bez tego? -wyciągnął z kieszeni moje klucze.
-Musiały mi gdzieś wypaść...oddasz mi je? -zapytałam cicho.
-Tak, ale pozwolisz, że jeszcze się gdzieś razem wybierzemy.- w sumie to propozycja była dosyć kusząca. Na dworze było ładnie, więc nie zaszkodzi gdzieś wyjść. Coś mi się wydaje, że Hazz chce odbudować relacje sprzed dwóch tygodni.
-Dobrze. -zgodziłam się.
Wyszliśmy z domu i Styles kazał mi się pakować do samochodu. Tak też zrobiłam. Nie miałam wyjścia. Bo to przecież on ma władzę, bo ma moje kluczyki. Bez nich nie mam dokąd wracać. Po pół godziny jazdy wypasionym samochodem Harrego dojechaliśmy na skraj lasu. Myślałam, że Hazz pojedzie dalej czy coś, ale on powiedział, że jesteśmy na miejscu. Byłam lekko zdziwiona, ale wyszłam z samochodu.
-No to teraz wędróweczka w głąb lasu. -powiedział to z taką radością na twarzy, że nie mogłam się oprzeć i instynktownie się uśmiechnęłam, mimo iż nie przepadałam za lasami, a tym bardziej za chodzeniem po lasach.
Szliśmy ścieżką pośród drzew a Harry zanudzał różnymi opowieściami o tym jak w dzieciństwie hasał po lasach z kolegami. Niezwykle interesujące. Ale on ma to do siebie, że czasami za dużo gada. Szczególnie kiedy jest to nie konieczne. Wreszcie po wielu trudach i znojach (i nieznośnych historiach loczka) dotachaliśmy się do celu naszej wędrówki. Byliśmy na polanie w środku lasu. Ale nie była to zwykła polana. Z przeciwnej strony widać było wąziutki strumyk przecinający polanę i mały wodospad. Wszystko to wyglądało obłędnie. Jak z obrazka. Czyste dzieło natury nietknięte ręką ludzką. Mogłabym się napawać tym widokiem w nieskończoność.
-Bardzo tu ładnie. -powiedziałam pełna podziwu.
-Zawsze przychodziłem tutaj z ważnymi dla mnie osobami...-czyżby Harry się zestresował?
-Więc dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
-Bo chciałem cię zapytać czy nie zostałabyś moją dziewczyną. -zatkało mnie... totalnie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
Nagle zapanowała cisza którą przerywało tylko chlupanie wody w strumyku. Wydawało by się, że zastanawiam się nad wyborem. I w sumie tak było tylko, że moje myśli zamiast delikatnie uświadomić mnie co się dzieje, bombardowały moją głowę tysiącami pytań, migały my przed oczami zdjęcia mnie i Harrego pławiących się w szczęściu i co najważniejsze ukazało mi się niezadowolenie na twarzy Nialla. To było dziwne bo nawet nie wiedziałam czy on coś do mnie czuje. Wydawało mi się że mijały godziny tej niezręczniej ciszy, która była nie do zniesienia. Nie zauważyłam nawet, że Harry wziął mnie za rękę i patrzył mi głęboko w oczy jakby chciał przejrzeć moją duszę. Wreszcie się odezwałam próbując opanować emocje.
- Umm...Harry...my znamy się dopiero od zaledwie dwóch tygodni, ja cię  ogóle nie znam i ty mnie też...
-No właśnie jakbyśmy byli razem moglibyśmy się bliżej poznać. Nie musimy przecież od razu iść razem  do łóżka. Małymi kroczkami będziemy się posuwać do przodu. Dajmy sobie szansę. Proszę cię przemyśl to. Nie musisz mi dawać odpowiedzi teraz zaraz, ale przemyśl to. -wydawał się jakiś smutny.
-Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Muszę sobie to pokładać. Mógłbyś mnie odwieźć do domu?
-Jasne.
Schodziliśmy w zupełnej ciszy. Harry szedł na przedzie a ja a nim. Próbowałam powoli na spokojnie to przemyśleć. Harry to naprawdę fajny facet może i mógłby być moim chłopakiem, ale sama nie wiem. Harry był już przy samochodzie a ja wychodziłam właśnie z lasu. Podeszłam do niego.
-Harry? -odwrócił się zupełnie nieświadomy. Tymczasem ja złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Od razu się rozweselił.
-Czyli zgadzasz się ? -zapytał a ja pokiwałam głową.
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Po czym oboje wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu.
  Siedziałam właśnie na kanapie. Harry przez chwilą pojechał a ja zostałam sama w domu z najróżniejszymi myślami kłębiącymi się w mojej głowie. Z jednej strony byłam szczęśliwa bo miałam kogoś bliskiego (a nie miałam za bardzo szczęścia do chłopaków), ale z drugiej znowu miałam wyrzuty sumienia, że tego wszystkiego dokładnie nie przemyślałam. Była to taka nagła decyzja. Prawie w ogóle nie znałam Harrego, nic o nim nie wiedziałam. Ale nie mogę się zadręczać takimi myślami. Muszę zacząć coś robić, bo zwariuję...Wzięłam się za sprzątanie domu. Czas uciekał szybko a mnie opuściły dręczące myśli. Zmęczona porządkowaniem położyłam się na łóżku. Spojrzałam na telefon. Nie było jeszcze tak późno. Pomyślałam sobie, że odwiedzę Victorię i urządzimy sobie taki babski wieczór. Wybrałam numer Vick z listy kontaktów i zadzwoniłam. Nie odbierała. Dopiero za trzecim razem odebrała telefon. Zapytałam czy nie chciałaby się spotkać, ale ona powiedziała, że dzisiaj nie może. Rozłączyłam się.Co ja mogłabym robić dzisiaj wieczorem? Może zadzwonię do Harrego? Nie, już dzisiaj dosyć mu namieszałam. No cóż będę musiała dzisiaj siedzieć sama. W tym momencie usłyszałam dzwonek telefonu. Dzwonił Sean. Szybko odebrałam. 
-Hej kochana..-zaczął
-Cześć Sean. Słuchaj może...-chciałam go zapytać czy mógłby do mnie dzisiaj wpaść, ale on był szybszy.
-Mógłbym się do ciebie wprosić?
-Jasne! Wpadaj.
-Ok. Za dziesięć minut będę.-po tych słowach od razu się rozłączył.Nawet się nie pożegnał. Podejrzane.
Nie chciało mi się wstawać i schodzić na dół, więc dalej leżąc na łóżku przypomniałam sobie jak zawsze wyglądał dom po naszych spotkaniach. Mówiąc naszych mam na myśli mnie Vick i Seana. Kiedyś jak spotkaliśmy się u Victorii to zaczęliśmy się bić poduszkami i wszędzie było mnóstwo pierza. Innym razem jak wybraliśmy się ze znajomymi nad jezioro jako pierwsze wylądowałyśmy w wodzie. No ogólnie gdzie tylko się spotykamy robimy totalną rozpierdziel. Ale to już taka nasza tradycja. Albo kiedyś na szkolnym apelu zaczęliśmy tańczyć harlem shake'a. To były czasy. Nauczyciele nas nienawidzili. Z wspomnień wyrwał mnie dźwięk dzwonka.Zeszłam na dół. Pod moim domem stał Sean. Otworzyłam mu drzwi.
-Siema, siema. -powitał mnie radosnym uśmiechem.
-No hej
-No to wbijamy.
-Jak to my? -zapytałam skołowana.
-No ja i Sean. -zza chłopaka wychyliła się Vick.
-Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę. Przecież nie będziesz siedzieć tutaj taka sama. -co im strzeliło do głowy to ja nie wiem, ale dobrze, że przyszli przynajmniej nie będę się nudzić.
-No to co robimy dzisiaj? Bitwa na poduszki...-zaczęłam zamykając za nimi drzwi.
-Dzisiaj karty i planszówki, czyli powrót do starych dobrych czasów dzieciństwa. -odpowiedziała Vick rozpakowując torby, które przynieśli ze sobą.
-Mamy jeszcze ze sobą chipsy, ciastka i colę. -dodał Sean.
---------------------------------
Nareszcie udało mi się dodać dla was kolejny rozdział. Miał się pojawić w piątek, ale z powodu wiatrów i ogólnie złej pogody straciłam kontakt z Internetem :P Na szczęście dzisiaj udało się to naprawić.