wtorek, 10 czerwca 2014

Epilog

Od samego początku mojego istnienia życie dawało mi do zrozumienia, że nie będzie łatwo. Bezpodstawne oskarżenia o kradzieże, nękanie przez kolegów, dramatyczna i nagła śmierć rodziców. Kiedy pokonałam jedną przeszkodę, pojawiała się następna, potem kolejna i tak dalej. Ciężko było tak żyć. Mimo że miałam wokół siebie wielu ludzi cały czas czułam się samotna. Na początku żeby nie zwariować trzymałam się myśli że na pewno kiedyś będzie dobrze lecz z czasem przestałam w to wierzyć.
 Teraz już wiem że po każdej burzy wychodzi słońce. Kiedy wspominam wydarzenia z minionych lat sama się sobie dziwię że to wszystko jako tako wytrzymałam. Mimo wszystko myślę, że każde zdarzenie, które w jakikolwiek sposób było dla mnie nie przyjemne czyniło mnie silniejszą. Z biegiem czasu wszystko zaczęło się układać....
 Niedługo po oświadczynach Nialla, wzięliśmy ślub. Nie było ty huczne wesele, ale raczej bardziej w gronie przyjaciół i rodziny. Zaprosiliśmy rodziców Nialla (wreszcie miałam okazję ich poznać), jak również najbliższych znajomych (w tym także Harrego). Spędziliśmy trochę czasu razem i nie powiem było naprawdę ciekawie. Postanowiliśmy, że za pieniądze, które dostaliśmy w prezencie przeznaczymy na zakup jakiegoś niewielkiego domku na obrzeżach Londynu. I tak też zrobiliśmy. Sprzedaliśmy nasze poprzednie domy i kupiliśmy nowy. Niedługo po przeprowadzce świętowaliśmy parapetówę (pomijając ten fakt, że wizyta gości była dla nas totalnym zaskoczeniem). Często wychodziliśmy z chłopakami do miasta, kina. Stopniowo coraz bardziej poprawiały się stosunki między mną i Victorią. Z czasem też poznałam dziewczyny Louisa Liama oraz Zayna. Harry również po jakimś czasie znalazł miłość swojego życia. Pół roku po przeprowadzce okazało się, że jestem w ciąży. Przez całe dziewięć miesięcy panowała wszechobecna radość. Zostałam dosłownie zasypana prezentami w postaci śpioszek zabaweczek i innych pierdółek. Niall niesamowicie się o mnie troszczył. Z resztą nie on jedyny. Od razu wiedziałam, że będzie z niego cudowny ojciec. Na którejś z kolei wizycie u lekarze dowiedziałam się, że będziemy mieli córkę. Wszyscy a w szczególności oczywiście Niall, Lou i Harry obiecywali, że nigdy nie dopuszczą, żadnego "niegodziwego" (jak to określił wujek Louis) chłopaka do naszej Clarie. Wreszcie doczekałam porodu. Po powrocie do domu czekała mnie bardzo miła niespodzianka. Podczas mojej nieobecności Niall z chłopakami przygotował pokój dla małej. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się czegoś takiego. Pokój był naprawdę piękny. Clarie rosła jak na drożdżach a wujkowie i tatuś doskonale spełniali swoje obowiązki i zmęczona mama mogła odpocząć. Od tamtego czasu w domu zawsze mieliśmy gości i przestaliśmy tak często wychodzić na miasto. Zamiast tego zaczęliśmy organizować wspólne spotkania, na początku u nas w domu i z czasem również i u innych. Na spotkaniach zazwyczaj gościliśmy te same osoby czyli Zayna, Liama, Louisa i Harrego z dziewczynami. Do tego jeszcze dochodzili Sean i Vick. Z czasem nasze grono zaczęło się powiększać, ponieważ każdy chciał założyć rodzinę i mieć dzieci. Dlatego też coraz częściej gościliśmy na ślubach. Na każdym spotkaniu mieliśmy wiele tematów do rozmów. W końcu pewnego razu Harry z Louisem oświadczyli nam, że są razem i chcą wziąć ślub. Nikt nie był tym zbytnio zdziwiony. W dzisiejszych czasach to normalne.
 Dzisiaj kiedy znowu się spotykamy, siedzimy w naszym salonie, który zmienił się ogromnie. Z nowoczesnego stylu na bardziej przytulny. Clarie ma już całe trzy latka, siedzi grzecznie na kolanach taty i uważnie słucha o czym rozmawiamy. W naszym gronie nie ma tematów tabu więc rozmawiamy o wszystkim. Louis siedzi obok Harrego i trzymają się za ręce. Raraz pewnie wciśnie się pomiędzy nich Lily ich córeczka. Zawsze kiedy się spotykamy, na początku dzieci bawią się razem, ale kiedy im się znudzi siadają przy nas i słuchają. Ciężarna Perrie, żona Zayna z trudem się śmieje z żartów Liama. Wszyscy mają na twarzach uśmiechy. Ciągle słychać śmiech. W kominku pali się ogień, na dworze powiewa zimnem i zmrok już dawno zapadł. Wokoło choinki pełno papierów po rozpakowanych prezentach. Tak spędzamy święta. Jak jedna wielka rodzina. ;)
--------------------------------------
Przed Wami epilog na zakończenie bloga. Serdecznie dziękuję wszystkim za czytanie i komentowanie. Mam nadzieję, że blog Wam się podobał. Tak więc taki oto mamy koniec tego bloga. Życzę wszystkim wszystkiego co najlepsze i spotykamy się na drugim blogu ;P

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 33

Zanim zaczniesz czytać włącz to: https://www.youtube.com/watch?v=gk4EfcKHT9k&list=PLyiGp6737mHFLPLcIpmvG7rIPI6FyaJY3&index=17. Później to:https://www.youtube.com/watch?v=4mUcbjy7nvA. A na końcu to:https://www.youtube.com/watch?v=kU_XYLVrTZk

Po zjedzeniu śniadania, aż do popołudnia spędziłam czas z Niallem. Chłopak nie odstępował mnie na krok. Będąc przy nim uśmiech nie schodził mi z twarzy. Blondyn był niezwykle troskliwy i delikatny. Nie brakowało mu też poczucia humoru. Zamiast rozmawiać jak normalni ludzie, ciągle rechotaliśmy. Doskonale się rozumieliśmy. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam zostawiając Harrego. A skoro już mowa o Harrym to warto wspomnieć, że po miło spędzonym czasie z Niallerem pojechaliśmy do mnie by oddać loczkowi resztę jego rzeczy.
***
Byłam w mojej sypialni i pakowałam do walizki ubrania Harrego. Niall kręcił się po kuchni nucąc coś. W pewnym momencie usłyszałam warkot silnika pod domem. Pomyślałam sobie, że pewnie Harry przyjechał. Przyśpieszyłam więc z pakowaniem. Cały czas trzaskałam drzwiami przechodząc z jednego pokoju do drugiego i zbierając rzeczy zielonookiego. Wydawało mi się, że usłyszałam trzask drzwi wejściowych, ale no pewno się przesłyszałam. Po skończeniu pakowania zostało już tylko znieść te cholernie ciężkie walizki na dół i oddać Harremu. Trzy razy wolałam Nialla, żeby mi pomógł. Jednak za każdym razem odpowiadała mi cisza. W końcu sama zabrałam się za znoszenie walizek. Gdzieś będąc w połowie schodów doszły mnie dźwięki kłótni i wykrzykiwane przekleństwa. Rzuciłam wszystko i pobiegłam na zewnątrz. Miałam złe przeczucia. Niestety moje obawy się spełniły i gdy zobaczyłam bijących się chłopaków nie byłam zaskoczona. Chciałam coś zrobić. Rozdzielić ich. Niestety nie potrafiłam. Na moje szczęści w pobliżu był Louis, który gdy tylko zauważył co się dzieje pomógł mi rozdzielić chłopaków. Gdyby nie Lou oni by się chyba pozabijali. 
-Niall spokojnie.- uspokajałam go i starałam się trzymać z daleka od Harrego, którym zajął się Louis.- Boże jak ty wyglądasz. 
Chłopak mimo, że był o wiele silniejszy nie wyrywał się. Był mocno poobijany i niesamowicie wściekły. 
-Nienawidzę tego dupka. -powiedział i wyrwał mi się by zadać Harremu mocny cios w nos.
Równie wkurzony Harry oddał mu powalając go na ziemię. Ja podbiegłam do klnącego pod nosem blondyna kiedy Louis potraktował Harrego prawym sierpowym.
-Czy to było konieczne? -zapytałam
-Wszyscy dobrze wiemy, że cię skrzywdził, więc tak.- odpowiedziała cicho Niall podnosząc się do pozycji siedzącej.
-A teraz zbieraj swoje manatki i wypierniczaj stąd! -krzyczał Louis do Hazzy, który szybko wpakował walizki do samochodu i odjechał.
-I nie chcę cię tu więcej widzieć dupku! -krzyczał za odjeżdżającym Lou.
Louis pomógł mi przenieść Nialla do domu.
-Dasz sobie radę? -zapytał z troską w głosie.
-Tak.-odpowiedziałam do oddalającego się chłopaka- Louis, czekaj! Dziękuję ci. Bez ciebie bym sobie nie poradziła. No w każdym razie wielkie dzięki.
-Zawsze możesz na mnie liczyć a teraz wracaj do Nialla i zrób z nim porządek- powiedział z uśmiechem i odszedł.
Ja wróciłam do domu, zamknęłam drzwi i zajęłam się blondynem.
-O co poszło? -zapytałam opatrując ranę chłopaka na czole.
Blondyn skrzywił się.
-Przesadził.- odpowiedział z gniewem. Chciałam dopytać co takiego dokładnie powiedział, ale on jakby czytał w moich myślach dokończył zanim zdążyłam się odezwać.- Był chamski i zaczął cię obrażać, więc nie wytrzymałem i dostało mu się.
Tyle mi wystarczyło. Wolałam nie wiedzieć co dokładnie Harry mówił o mnie. Po co niepotrzebnie  wszczynać kolejne awantury.
-Auć! To bolało! -krzyknął kiedy przetarłam ranę wodą utlenioną.
-Oj przestań. W końcu nie bez powodu jesteś facetem.- powiedziałam szturchając go pięścią w ramię.
-Żądam rekompensaty.- oznajmił udając obrażonego.- Całus.- wskazał palcem na swój policzek
-Jesteś kompletnym idiotą.- powiedziałam całując go w wyznaczone miejsce, kiedy nagle chłopak odwrócił się i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Zaskoczona jego zachowaniem chciałam się od niego odsunąć, na co Horan tylko przyciągnął mnie do siebie.
-Dalej uważasz, że jestem idiotą?- zapytał przerywając pocałunek.
-Tak.
-Naprawdę?- zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem.
-No dobrze. Teraz trochę mniej.- odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-To jak? -odezwał się po jakimś czasie blondyn.- Bierzesz swoje rzeczy i wracamy do mnie?
-Ok- powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Niedługo potem byliśmy w drodze powrotnej do domu Nialla. Lubiłam tutaj przebywać.
-Wiesz..poszłabym do łóżka.- powiedziałam sadowiąc się wygodnie na kanapie.
-Hmmm...kusząca propozycja.- wstał udając, że idzie na górę i puścił mi oczko.
-O boże!Siadaj ty zboczuchu. Przecież dobrze wiesz o co mi chodzi.- powiedziałam wywracając oczami.
-Oj no przecież sobie żartuję.- odpowiedział ponownie siadając obok mnie.- To może chciałabyś gdzieś wyjść.
-No nie wiem. Zrobiło się zimno i nieprzyjemnie.- powiedziałam cicho.- Wolę siedzieć tutaj z tobą.
-Skoro tak, to mi to odpowiada.-na jego twarz wkradł się łagodny uśmieszek
-Ty grasz na gitarze?- odezwałam się zaskoczona kiedy zobaczyłam kolekcję gitar w rogu pokoju i podeszłam do nich.
-Tak- odpowiedział śmiało chłopak.
-To czemu ja wcześniej o tym nie wiedziałam?- zapytałam ironicznie.
-Nie mam pojęcia.-odrzekł blondynek-A chcesz spróbować zagrać?
-Jasne.
Tak do wieczora spędziliśmy czas na graniu. Oczywiście prawie przez cały czas się przedrzeźnialiśmy i dokuczaliśmy sobie nawzajem.
Gdybym nie wiedziała co chłopak czuje do mnie, w życiu bym nie pomyślała, że jest we mnie zakochany. Zachowywał się jak najlepszy przyjaciel. Był moją bratnią duszą. I mimo, że różniliśmy się w niektórych kwestiach to i tak byliśmy bardzo podobni.
Niestety ten piękny wieczór zepsuł niespodziewany telefon od Harrego. Był pijany i opowiadał zupełne bzdury na temat mnie i Nialla. Nie powinnam się tym przejmować, ale w końcu słowa pijanych to myśli trzeźwych. Zażenowana tą rozmową jak najszybciej się rozłączyłam.
-Coś się stało?- zapytał zaniepokojony Nialler.
-Nie nic takiego. Tylko Harry dzwonił.- odpowiedziałam
-Nie przejmuj....-zaczął pocieszać mnie chłopak.
-Niall. Muszę Cię przeprosić. Chciałabym się przejść.- powiedziałam. Wzięłam kurtkę i wyszłam na dwór.
Prawie natychmiast chłód wdarł się pod moje ubranie co sprawiło, że zaczęłam drżeć. Na dodatek zaczęło padać. Nie miałam nawet ochoty zakładać kaptura żeby chronić się przed deszczem przez co chwilę później byłam całkowicie mokra. Chwilę później usłyszałam za sobą kroki. Odruchowo chciałam uciekać, ale nie zrobiłam tego. Kiedy stanął przede mną całkowicie przemoczony i zdyszany Niall pomyślałam, że dobrze zrobiłam.
-Niall. Mówiłam ci, chciałam się przejść. SAMA.- powiedziałam do chłopaka.
Wiem, nie było to zbyt miłe z mojej strony, ale nie miałam zbytnio humoru.
-Kelsey czekaj! Przyszedłem tutaj bo mam do ciebie coś bardzo ważnego. Chodź pogadamy.- powiedział i zaczęliśmy iść w deszczu, bez parasola. Stopniowo jak chłopak do mnie mówił zaczynał mi się poprawiać humor. Zaczęłam się uśmiechać i śmiać z kawałów Nialla. W pewnym momencie zatrzymałam chłopaka.
-Słuchaj Niall. Nie wiem jak to powiedzieć, ale dziękuję, że nie zostawiłeś mnie samej w tych trudnych chwilach. Byłeś przy mnie kiedy Cię najbardziej potrzebowałam. Jestem Ci wdzięczna.- powiedziałam wpatrując się w Jego oblicze.
-Już nigdy Cię nie zostawię.- powiedział blondyn przytulając mnie do siebie.
-Obiecujesz?- zapytałam cicho
-Obiecuję....-odpowiedział szybko po czym odsunął mnie od siebie i wyciągnął z kieszeni kurtki mały przedmiot.- A teraz Kelsey..-przyklęknął. Ja zasłoniłam usta rękoma a z oczu zaczęły mi lecieć łzy szczęścia. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.- Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją żoną?- zapytał otwierając małe pudełko, ukazując śliczny pierścionek w środku.
Przez chwilę, ale dosłownie tylko chwilę milczałam. Przed oczami miałam wszystkie spędzone razem chwile. Od pamiętnych wakacji kiedy się poznaliśmy, aż do dzisiaj.
-Oczywiście, że tak.- powiedziałam dławiąc się łzami szczęścia. Chłopak w odpowiedzi założył mi pierścionek na palec po czym uniósł mnie delikatnie do góry i zaczął namiętnie całować.
Pocałunek w deszczu to coś co chciałaby przeżyć każda kobieta, która czeka na swojego Romea. Jest to uczucie naprawdę niesamowite kiedy razem ze swoją miłością całujecie się a kropelki deszczu otulają wasze twarze. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.
-To co wracamy do domu?- zapytał stawiając mnie z powrotem na ziemię.
-Tak- odpowiedziałam.
Przez całą drogę szliśmy przytuleni do siebie a ja oglądałam pierścionek który stał się dowodem naszej miłości.
Ludzie powiadają, że po każdej burzy wychodzi słońce i że każda historia kończy się happy end'em. Mają rację. Życie dawało mi w kość od kiedy pamiętam. Ale nauczyło mnie to jednego- żeby zawsze mieć nadzieję, że w końcu po tej "burzy" wyjdzie jednak słońce i będziesz mogła oglądać piękną tęczę.
-Czekaj.-zatrzymałam Nialla tuż przed drzwiami do domu.- Odpowiedz mi na jedno pytanie.
-Tak?
-Dlaczego właśnie ja?- tak wiem to głupie pytanie..
- Ponieważ TY masz w sobie to COŚ.
------------------------------------------------
Oto przed Wami ostatni :/ rozdział. Ale uwaga pojawi się jeszcze jeden wpis. Piszcie jak wam się podoba ten rozdział i co sądzicie o całym blogu :D
Pozdrawiam serdecznie i życzę żeby Was nie zalało bo pogoda jest dobijająca :/

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 32

Dzisiejsze wydarzenia zmęczyły mnie na tyle, że siedząc na kanapie stawałam się senna. Prawie nie zauważyłam kiedy Niall wziął mnie na ręce i przeniósł do swojej sypialni. Przez mglę widziałam jak chłopak kładzie się obok i przykrywa nas kołdrą.Odpłynęłam.
***
Prze oczami migały mi wydarzenia z dzisiejszego wieczoru. Oglądałam siebie zrywającą z Harrym i widziałam jak uciekam przed goniącym mnie facetem. Następnie, jakby kontynuując sen sprzed kilku dni , znalazłam się w lesie przywiązana do drzewa, bez żadnych ubrań na sobie, zmarznięta i wystraszona. Na szczęści było już po wszystkim i nie musiałam oglądać jak jestem gwałcona. Kilka razy wołałam o pomoc- bezskutecznie. Po chwili zobaczyłam prze sobą sylwetkę mężczyzny. Wzdrygnęłam się jednak nie miałam siły zrobić niczego więcej. W miarę jak postać zbliżała się do mnie mogłam stwierdzić kto to. Sean. Szedł i rozglądał się po lesie zapewne szukając mnie, ponieważ gdy tylko mnie zauważył, rozwiązał liny i dał mi swoją kurtkę. Do tej pory wszystko było zgodne z minionymi wydarzeniami. Teraz zaczęła działać moja podświadomość. Nagle zza drzewa wyłonił się mężczyzna, który dzisiaj mnie gonił i rzucił toporem w Seana. Ten padł martwy. W jednej chwili z horyzontu zniknęło słońce. Wokół mnie pojawiły się setki zmasakrowanych ciał zwierząt. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach krwi. W oddali usłyszałam ujadanie psów. Zauważyłam w oddali zbliżające się cienie. Zostałam otoczona. Na chwilę odległe ujadanie psów ucichło. Jednak chwilę potem widziałam jak wybiegają z lasu i biegną prosto na mnie. Wzięłam nogi za pas i zaczęłam uciekać. Po chwili ogarnęło mnie dziwne uczucie nicości i zaczęłam spadać. 
Obudziłam się z przerażeniem wypisanym na twarzy. Serce waliło mi jak młotem a na całym ciele miałam ciarki. Podniosłam się na łokciach i omiotłam wzrokiem pokój jakby w obawie, że jeszcze nie wybudziłam się ze snu. Oddychałam ciężko i szybko. Odwróciłam się w poszukiwaniu chłopaka lecz go nie było. Wyszłam z pokoju na korytarz. Usłyszałam powtarzające się skrzypienie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Przed sobą zobaczyłam ciało Nialla zupełnie bez ducha, zwisające z sufitu. Miał na szyi pętlę z liny, której koniec zaniknął gdzieś w głębi stropu. Przejęta widokiem upadłam na podłogę. Oparłam się o ścianę próbując odseparować się od trupa...
Mój krzyk rozniósł się po całym domu. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam co jest jawą a co snem. Poczułam jak Niall obejmuje mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego ciało i zaczęłam płakać. Chłopak bezskutecznie próbował mnie uspokajać. 
-Spokojnie Kelsey jestem przy tobie.-mówił troskliwym tonem. 
W tym momencie zdałam sobie sprawę z tego jak wiele znaczy dla mnie ten uroczy blondyn. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła...Kocham go i nie pozwolę mu odejść. 
-Boże....mam dość tych koszmarów.- mruczałam cały czas tuląc się do niego. 
-Słuchaj może pogadamy?- zaproponował.
-Ok- powiedziałam odrywając się od niego i przecierając spuchnięte od płaczu oczy. 
Chłopak ułożył się wygodnie a ja położyłam się obok niego. Otulił mnie ramieniem i zaczęliśmy rozmawiać. Blondyn prawie przez cały czas mówił. Ja tylko wpatrywałam się w jego błękitne oczy i czasami się odezwałam. Nawet nie zauważyłam kiedy ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych koszmarów. W sumie to nawet nie pamiętam co mi się śniło.
***
Obudziłam się wczesnym rankiem wtulona w ciało Nialla. Chłopak przyglądał mi się badawczo kiedy usiadałam na łóżku i przeciągałam się. 
-Wyspałaś się chociaż trochę?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziałam opadając z powrotem na poduszki.
-To może pójdziemy coś zjeść.-zaproponował.
-Z miłą chęcią.
-----------------------------------
Przedostatni trochę krótki rozdział. Wybaczcie, że jest taki słaby, ale pisałam go cztery dni bo teraz nie bardzo mam czas. Ale teraz przejdźmy do ważniejszych rzeczy :P Chciałabym życzyć wszystkim wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Żebyście ten czas spędzili w gronie rodziny w miłej i spokojniej atmosferze. Smacznego Jajka i Mokrego Dyngusa :D

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 31

Myślałam, że jak zamieszkam razem z Harrym, wszystko wróci do normy. Myliłam się. Od samego początku kłóciliśmy się o byle bzdurę. Atmosfera cały czas była napięta. W końcu przestałam zwracać na to uwagę. Z biegiem czasu sytuacja się nieco uspokoiła, chodź nadal nie było za ciekawie. Teraz miałam szansę skończyć to, co zaczęłam. Moim celem było pogodzenie się z WSZYSTKIMI. Zadanie zostało wykonane w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Została tylko jedna osoba- Louis. Spotkałam się z nim żeby pogadać o całej sprawie na spokojnie. Niestety spotkanie nie skończyło się dobrze. Wręcz przeciwnie. Na pierwszą wzmiankę o Niallu szlag mnie trafił i się na niego wydarłam. Chuj z tym, że ludzie w kawiarni popatrzyli na mnie jak na idiotkę. Kilka dni później kolejny raz spotkałam się z Tomlinsonem, skutek jednak był ten sam. Darowałam sobie spotkania i próbowałam się z nim dogadać przez telefon. Po kilku wyczerpujących rozmowach przez telefon, udało się dojść do porozumienia. Chłopak zaprosił mnie do siebie na coś w rodzaju pogawędki. Dzięki Bogu podczas tego spotkania nie doszło do żadnych kłótni. Natomiast gdy wróciłam do domu rozpętała się wojna. Gdy tylko przekroczyłam próg domu zobaczyłam wściekłego Stylesa.
-Jak było u Louisa? -zapytał zgryźliwym tonem.
-Miło.- odpowiedziałam obojętnie.
-Cieszę się, że tak świetnie się bawisz z moim kumplem.- syknął
-Znowu zaczynasz? Mam tego dość ciągle jesteś o kogoś zazdrosny. Nie tego oczekiwałam po chłopaku takim jak ty. Myślałam, że będziemy się na wzajem wspierać a nie, że będziemy się ciągle kłócić o głupoty.- łzy zaczęły cieknąć po moich policzkach.
-Kochanie...ja...-Harry chciał się tłumaczyć, ale ja nie miałam ochoty tego słuchać.
-Kocham cię ale nie mogę tak dłużej żyć. Harry..-spojrzałam prosto w jego oczy-...koniec z nami. Wróć do siebie. Jutro przywiozę ci twoje rzeczy...-chłopak jedynie zmierzył mnie wzrokiem pełnym żalu.
-Kocham cię- powiedział i wyszedł.
Kiedy zamknęłam za nim drzwi załamałam się. Oparłam się o drzwi i myślałam nad tym co ja najlepszego zrobiłam. Przecież ja w życiu nie znajdę faceta takiego jak Harry. Osunęłam się na ziemię schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Wraz ze łzami pozbywałam się zbędnych emocji. Kiedy się nieco uspokoiłam pomyślałam, że muszę wyjść na zewnątrz. Wzięłam słuchawki, ubrałam kurtkę i nie zwracając na mój wygląd wyszłam na zewnątrz. Od razu uderzyła mnie chłodne powietrze jesiennego wieczoru. Szłam prosto przed siebie wysłuchując się w muzykę i nie zwracając uwagi na otoczenie. Po pewnym czasie muzyka zaczęła mnie rozpraszać i ja wyłączyłam. Szłam w ciszy. Ulice powoli pustoszały. Ciemność zawładnęła Londynem. Jedynie pojawiające się od czasu do czasy latarnie oświetlały mi drogę.
Nagle usłyszałam kroki za sobą. Ktoś mnie śledził. Odwróciłam się i od razu ciśnienie mi podskoczyło. Szedł za mną jakiś grubas. Powoli zaczęłam przyśpieszać tempo. Tak jak się spodziewałam facet za mną zrobił to samo. Zaczęłam uciekać nie chciałam przechodzić tego koszmaru kolejny raz. Byłam szybsza od tego faceta, więc szybko zyskałam przewagę. Jednak jeden nieostrożny ruch sprawił, że mogłam zostać złapana. Potknęłam się na krawężniku, jednak w porę się podniosłam. Przebiegłam spory kawał drogi i powoli zaczęło brakować mi sił. Grubas zaczynał mnie doganiać. Na całe szczęście zobaczyłam dom Niallera kilka metrów dalej. Zebrałam w sobie resztkę sił i czym prędzej pobiegłam w tym kierunku. Dzwoniłam na dzwonek po kilka razy, panicznie dobijałam się do drzwi. Nikt nie otwierał. Chciałam już biec dalej, kiedy drzwi się otworzyły.
-Kelsey. Co ty tu...-drzwi otworzył mi zdziwiony blondyn. Ja tylko czym prędzej weszłam do środka i zamknęłam drzwi na klucz. Oparłam się o nie i starałam się uspokoić moje nerwy głęboko oddychając. Byłam cała roztrzęsiona jeszcze raz przeżywając to o czym chciałabym zapomnieć. Usiadłam na podłodze i tępo wpatrywałam się w jakiś punkt na podłodze. Emocje wzięły górę. Zaczęłam płakać. Chłopak który, od kiedy pojawiłam się u niego w domu, nie odstępywał mnie na krok, siedzący na przeciwko, przytulił mnie mocno. Trzymałam go mocno i nie chciałam puścić. Przez moje ciało przechodziły deszcze. Chłopak puścił mnie, chwycił za ręce i spojrzał w oczy,
-Co się stało słońce? -zapytał troskliwym głosem
-Gonił mnie jakiś facet...nie wiedziałam co robić i zaczęłam uciekać. Nawet nie wiesz jak się bałam!- mówiłam dławiąc się łzami.
-Wiem, wiem...Chodź zrobię ci herbaty. Uspokoisz się trochę.
Siedziałam na kanapie z podkurczonymi nogami. Uważnie przyglądałam się pomieszczeniu. Jestem tu dopiero drugi raz. Niall dołączył do mnie z kubkiem gorącej herbaty. Usiadł obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Niall. Zerwałam z Harrym.- powiedziałam w pewnym momencie.
-Co się stało?
-Pokłóciliśmy się znowu, ale to już dłuższa historia. I dlatego, że z nim zerwałam poszłam się przejść i wtedy zobaczyłam tego faceta....
-Kelsey, nie musisz...
-Potem zaczął mnie gonić i wiesz poczułam jakbym drugi raz przeżywała ten sam koszmar. Zastanawia mnie tylko jedno dlaczego to zawsze spotyka mnie.
-Może po prostu znalazłaś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
-Może. Ale i tak mam teraz ochotę się zabić.-powiedziałam cicho
-Nigdy ci na to nie pozwolę, rozumiesz?- powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-To nie jest takie proste....
-Powiedz, że nigdy więcej nie będziesz chciała się zabić. Nie chcę cię znowu stracić.- kiedy zobaczyłam jego błagający wyraz twarzy zrozumiałam, że naprawdę dla niego coś znaczę.
-Obiecuję.- ręką dotknęłam jego policzka.
Widziałam jak się uśmiecha....
--------------------------------------
Kolejny rozdział przed wami, Mam nadzieję, że będzie się Wam podobał.
Serdecznie pozdrawiam :*

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 30

***
Stałam w ogrodzie pełnym kwiatów. Poranna słońce oświetlało wnętrze alei porośniętej drzewami. W powietrzu unosił się zapach świeżej trawy. Jednym słowem- lato w pełni. Chodziłam po ogrodzie w pięknej sukni. Wąchałam kwiaty , słuchałam śpiewu ptaków. Zauważyłam przejeżdżającą niedaleko dorożkę. Wsiadłam do niej. Nagle ogarnęła mnie ciemność. Zniknął kolorowy ogród, ptaki dorożka. Była tylko ciemność. Po chwili z rej ciemności zaczęły się wyłaniać niewyraźne plamy, które stopniowo przybierały określone kształty. Teraz znajdowałam się na zupełnie pustej, ciemnej i strasznie wyglądającej londyńskiej ulicy. Zaczęłam iść przed siebie. Niedługo znalazłam się w lesie. Bardzo dobrze znanym mi lesie. Odwróciłam się instynktownie za siebie i zobaczyłam go. Mimo braku światła dostrzegałam wyraźnie każdy element wyglądu i ubioru. Szedł za mną facet którego nienawidziłam. Chciałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zostałam związana sznurem i przywiązana do drzewa. Dostałam parę ciosów w twarz. Po chwili widziałam tylko strzępki moich ubrań fruwających w powietrzu i poczułam jak spadam.... 
   Obudziłam się z krzykiem w moim domu, leżąc na kanapie. Pokój co jakiś czas rozświetlały grzmoty burzy szalejącej za oknem. Zegar wskazywał godzinę czwartą po południu Włączony telewizor mnie drażnił więc jak najszybciej go wyłączyłam go. Dzisiaj jest idealny dzień na to, na co nie miałam czasu ostatnio. Muszę przemyśleć wszystko dokładnie. Wszystko. Wczorajsza impreza była wspaniała. Przez kilka godzin zapomniałam o wszystkich problemach. Jednak dzisiaj one wróciły do mnie. Nie miałam ochoty robić dzisiaj niczego produktywnego, więc wzięłam koc i pomaszerowałam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku przykryłam kocem i zaczęłam rozmyślać.
   Zastanawiałam si nad tym jak ja naprawię to wszystko co zrobiłam. Na pewno izolacja od wszystkich nic tu nie pomoże. Prędzej czy później powinnam przeprosić Saeana i Victorię, Louisa no i w końcu Harrego i Nialla. Ale najważniejsze co teraz muszę zrobić to osądzić kto jest mi bliższy, Niall czy Harry. Niall od samego początku pomagał mi zmierzyć się z tym co mnie spotkało. Czuję, że łączy nas dziwna więź. Wiem, że on jest moim przyjacielem a może nawet kimś więcej. Jest opiekuńczy, martwi się o mnie a przede wszystkim wie jak do mnie dotrzeć. Przy nim czuję się bezpieczna. 
   Natomiast Harry jest romantyczny, miło się z nim rozmawia i jest na każde zawołanie. Byłby chłopakiem idealnym dla kogoś kto ma ułożone życie nie tak jak ja ciągła problemy. Byłam z nim szczęśliwa, ale wydaje mi się, że był tylko odskocznią. Boję się go zostawić. Przywiązałam się do niego i nie wiem czy będę umiała go zostawić. Za szybko mu ulegam. A co do reszty. Z nimi pogodzę się przy pierwszej lepszej okazji, ale na pewno nie dzisiaj. Pogoda nie zachęca do wychodzenia gdziekolwiek.
*kilka dni później*
Niewiele się zdarzyło przez ostatnie kilka dni. Pogoda może trochę się polepszyła, ale nic poza tym. Z dnia na dzień robiło się coraz zimniej. Dzisiaj ku wielkiemu zdziwieniu pojawiło się słońce. Parę razy dzwonił do mnie Liam, żeby spytać "jak leci". Przeczytałam mnóstwo książek i naoglądałam się komedii romantycznych. Obecnie siedzę i oglądam telewizor. W dalszym ciągu rozmyślam nad tym co było i nad tym co jest. Teraz obawiam się najgorszego. Boję się, że Hazz przyjdzie mnie przeprosić, aj mu ulegną i znowu będzie dobrze a za kilka dni po raz kolejny wszystko się spieprzy. W tej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam. Moje obawy się spełniły. Przede mną stał uroczy Styles z bukietem białych róż.
-Kelsey...-zaczął- przyszedłem cię przeprosić za to co się ostatnio stało. Oskarżyłem was bezpodstawnie i był to błąd. Czy mogłabyś mi dać jeszcze jedną szansę?- zakończył dając mi kwiaty.
-Oczywiście, że tak. Wybaczam ci.- powiedziałam uśmiechając się do niego.- Wjedź do środka. 
Zrobiłam coś do picia. Pogadaliśmy. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Po obgadaniu pewnych sprawa pomyślałam sobie, że Harry mógłby u mnie zamieszkać. to też mu zaproponowałam. Wahał się, ale wreszcie się zgodził. 
   Od kiedy zamieszkaliśmy razem, układa nam się o niebo lepiej. Częściej wychodzimy czy to do kina, czy na jakiś obiad na mieście. Spędzamy ze sobą dużo czasy i nawet zaczęliśmy snuć plany na przyszłość. Wygląda na to, że wszystko samo si ułożyło. Niedawno pogodziłam się z Vick i Seanem. Nawet zrobiliśmy sobie małą imprezkę z tej okazji. Naprawdę nie myślałam, że jeszcze kiedyś poczuję pełnię szczęścia taką jak teraz. Koszmary przestały mnie męczyć i z wszystkimi dookoła się dogaduję. Idealnie wykreowana sielanka. Jednak jak zawsze w moim przypadku wszystko musiało się znowu zepsuć....
-------------------------------------
Oto trzydziesty rozdzialik. Wyszło trochę mało dialogów, ale za to jest więcej opisów. Mam nadzieję, że się podoba :D

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 29

Zaczęło się całkiem niewinnie (o ile w ogóle można nazwać tak wieczór spędzony z dwoma maga jebniętymi facetami). Na samym początku oglądaliśmy film. Ale nie jakiś zwykły film, tylko American Pie, więc było bardzo interesująco. Nie obyło się bez zboczonych tekstów przy erotycznych scenach. I ogólnie było dużo śmiechu. Po skończeniu oglądania chłopcy wymieniali sprośne uwagi. Ja natomiast rozglądałam się po pokoju i zastanawiałam się co jeszcze ciekawego można by z nimi zrobić. Po chwili wpadłam na wspaniały pomysł.
-Liam masz może coś w zanadrzu ? -zapytałam i puściłam do niego oczko
-Taa jasne zaraz przyniosę- 
-Ale wiesz, weź coś mocnego
Podszedł do barku i zaczął przeglądać swoje zapasy.
-Masz coś dobrego -zapytałam oczekując zadowalającej odpowiedzi.
- Mam coś na specjalne okazje. Burbon czy tequila?
- I to i to -powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha bo zapowiadał się naprawdę miły wieczór.
-Ja mówię poważnie...
-Ja też-chłopak wreszcie ustąpił i chwilę później na przeciwko mnie stało pół butelki burbonu, cała tequila sól, cytryna i kieliszki. 
-To co pijemy?-zapytałam zacierając ręce
-Za co?- Zayn odpowiedział pytaniem na pytanie.
-W ostatnim czasie niestety nie umarł nikt kogo nienawidzę, więc za to nie. Ale jest mnóstwo innych problemów....przepraszam powodów za które można wypić. No chłopaki ruszamy głowami. Za co pijecie?-pytałam nalewając do kieliszków tequili.
-Emmm....ja piję za mój ostatni nieudany związek.-powiedział Liam
-I prawidłowo. A ty Zayn?
-Ja za zjebany tydzień. 
-Świetnie. Ja piję za moje cudowne życie uczuciowe.- powiedziałam na głos po czym wzięłam się za rytuał picia tequili.
Taj jak to się powinno robić najpierw zlizałam sól z ręki, potem wypiłam trunek z kieliszka a na końcu zagryzłam świeżą cytryną. 
Po kilku takich kolejkach wyrzuciliśmy z siebie dręczące nas myśli i wypiliśmy pół butelki tequili.Zaczęło się robić coraz ciekawiej. Gadaliśmy o coraz bardziej bzdurnych rzeczach zaczynając od polityki, kończąc na seksie. Było miło. A zrobiło się jeszcze milej kiedy mądry Zayn włączył muzykę i zaczął ze mną tańczyć. 
Ostatnio zauważyłam, że nie trzeba wiele, żeby zadowolić kobietę. Czasami wystarczy tylko dwóch facetów butelkę czegoś mocnego i muzyka a można poczuć się jak w bajce. Wracając do cudownego wieczory to nie obyło się bez tańca na stole w wykonaniu Liama i małego striptizu z mojej strony. Po dzikich densach z Malikiem zrobiło mi się gorąco i musiałam zdjąć bluzkę. Na szczęście miałam pod dołem jeszcze koszulkę na ramiączkach. 
Gdzieś o północy znowu siedliśmy do picia. Otworzyliśmy butelkę burbonu i wypiliśmy do końca. Do tamtej pory jeszcze kontrolowałam to co robię i zachowywałam jakieś granice, ale potem już poszłam na żywioł.
Razem z chłopakami zaczęliśmy się gonić po domu i wydawać z siebie różne dziwne odgłosy.
Cieszyłam się stanem upojenia alkoholowego kiedy podbiegł do mnie zdyszany Liam i oznajmił, że Zayn paraduje po domu zupełnie nagi i, że to jego sprawka. 
-Jesteście totalnymi idiotami. Obaj- powiedziałam śmiejąc się z ich głupoty.
- Ja idiotą? Jeszcze tego pożałujesz. -powiedział po czym zaczął mnie gonić. 
Uciekałam przed nim ( i jakimś cudem utrzymywałam się jeszcze na nogach) gdzie tylko mogłam. W końcu dotarłam do drzwi balkonowych i szybko je otworzyłam. Niestety Liam już mnie dogonił i nie było odwrotu. Teraz mogłam jedynie krzyczeć i błagać i o ratunek. Oczywiście wiedziałam, że Liaś nic mi nie zrobi ale nie byłam do końca pewna co chodzi mu po głowie. Przywarłam do ściany blisko barierki. Liam powoli do mnie podszedł. Kiedy był już bardzo blisko mnie zaczęłam go przepraszać i błagać o wybaczenie. Jednak od nie odpuszczał i kiedy był już baardzo blisko....uwaga....dźgnął mnie w bok. Po czym odwrócił się i udawał, że nic się nie stało na co ja zaczęłam "bić" go po plecach a kiedy się odwrócił chwyciłam się barierki i wydarłam się na cały głos: "Londynie kocham cię". Oboje zaczęliśmy się śmiać. 
***
Rano obudziłam się połamana na podłodze w łazience. Wstałam nawet nie zerknęłam w lustro tylko od razu wyszłam z pomieszczenia. Moim celem było dojście do kuchni po coś do zjedzenia i trochę wody, jednak zanim mi się to udało spotkałam nieprzytomnego Liama. Chwilę później natknęłam się na nagiego Zayna idącego sobie spokojnie korytarzem.
-Boże święty Zayn!
-Tak wiem mam dużego.
-Co? Nie. Weź się ubierz!-starałam się zachować powagę, ale w duchu rechotałam jak opętana. 
Wreszcie zeszłam na dół i zrobiłam sobie coś do jedzenia. Niedługo potem dołączyli chłopcy. Po zjedzeniu posprzątaliśmy nieco. Około południa wyszłam od Liama i skierowałam się w stronę domu.
--------------------------------------
Oto baaaardzo spóźniony 29 rozdział. Miałam go dodać wcześniej ale miałam lekkie problemy z komputerem i dodaję go dopiero teraz, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :P Pozdrawiam :**

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 28

Zanim zaczniecie czytać włączcie sobie to: http://www.youtube.com/watch?v=m9DO3zpdWqw a potem to:http://www.youtube.com/watch?v=qKCGBgOgp08 :)

Szłam ulicami Londynu. Mimo kurtki, którą miałam na sobie czułam chłód rozchodzący się po moim ciele. Było jeszcze wcześnie, ale puste ulice, brak słońca i bezlistne drzewa wprowadzały dziwny nastrój. Jedyne czego teraz chcę to uciec od wszystkich. Zaszyć się w ciemnym kącie i nie wychodzić. Ale nie mogę izolować się od wszystkich i zostawać sam na sam z problemami bo to mnie wykończy i wreszcie wybuchnę. Liam, w tej chwili wydawał mi się jedyną osobą, która potrafi mi pomóc. Ale nie wiem jak szybko zdobędę się na odwagę, żeby mu opowiedzieć o wszystkim co w ostatnich dniach mnie spotkało. Z natury jestem osobą otwartą na świat, ale kiedy przychodzi mówić o moich problemach, wszystko się komplikuje...Otwieram się tylko przed tymi którzy mnie dobrze znają i którym ufam, albo przed tymi, którzy wiedzą jak do mnie dotrzeć.
 Stałam pod domem Liama i zastanawiałam się co robić. Kiedy nacisnę dzwonek w pewnym sensie okażę słabość, ale także zawołam o pomoc. Kiedy go nie nacisnę będę musiała liczyć tylko na siebie. Przez długą chwilę biłam się z myślami. Kiedy tu szłam byłam pewna siebie i przekonana, że potrzebuję pomocy. Teraz odczucie pewności wyparowało i zastanawiam si czy naprawdę tego chcę. W końcu wybrałam okazanie słabości i nacisnęłam na dzwonek. Wolałam być słaba i żywa niż poddać się  i dać upust emocjom, wykańczając się nożem w ciemnym kącie. Dokładnie taka była teraz moje sytuacja. Byłam między młotem na kowadłem. Ale wybrałam. I miejmy nadzieję, że dobrze.
 Drzwi otworzył mi uradowany Liam. Zaprosił mnie do środka a ja stanęłam przed obliczem powiedzenia mu prawdy. Zdecydowałam, że nie będę owijać w bawełnę i powiem mu dokładnie wszystko co leży mi na sercu. Jednak kiedy chłopak usiadł obok mnie na kanapie i zapanowała niezręczna cisza stało się to o wiele trudniejsze niż myślałam. Siedzieliśmy chwilę w całkowitej ciszy. Starałam się wyglądać na spokojną kiedy coś wewnątrz mnie wybuchło i wreszcie się odezwałam.
-Liam...nie przyszłam tutaj, żeby popijać sobie z tobą herbatkę..-zaczęłam niepewnie.- Mam problem i nijak nie mogę sobie z nim poradzić.
-Czekałem, aż to powiesz. -oznajmił chłopak
-Jak  to "czekałeś", nie rozumiem. -zdezorientowana odruchowo zacisnęłam palne na brzegu kanapy i słuchałam uważnie tego co mówił Liam
-Słuchaj Kelsey. Już od dłuższego czasu obserwowałem ciebie i chłopaków. Wszyscy w trójkę zachowujecie się jak nie wy. Kilka dni temu był tu Harry. Siedział dokładnie tam gdzie ty i zachowywał się podobnie do ciebie. Też przyszedł po radę. Opowiedział mi o tym jak się w tobie zakochał od razy kiedy cię zobaczył. Opisał mi jak poprosił cię o chodzenie i powiedział też, że od tamtej pory nie układa się wam za dobrze. A jeszcze wcześniej był tu Niall. Powiedział mi, że czuje do ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Opowiedział mi wszystkie wasze razem spędzone chwile i na wakacjach i tutaj w Londynie i przyznał się, że przez cały ten czas starał się być jak najbliżej ciebie.
-A ja przychodzę po to żeby opowiedzieć ci co zdarzyło się ostatnio. Wszystkie te wydarzenia się ściśle związane z Niallem, Harrym i ze mną a ja nie mam pomysłu jak to rozwiązać....- zaczęłam mu opowiadać o kłótni z Louisem, o ciąży, o tym jak się cięłam i jak wtedy Niall przez cały dzień był ze mną i wspierał mnie.
 Opowiedziałam mu jak Harry posądził mnie że go zdradziłam z Niallem jak i o aferze którą zrobiłam Seanowi. To były wydarzenia z zaledwie kilku dni. Co będzie dalej? Spojrzałam na Liama. Wyglądał na zamyślonego.
-Ostatnio z wszystkimi się kłócę i zawsze o Harrego. Sean od początku twierdził, że Harry nie jest chłopakiem dla mnie. Niall tą swoją nadopiekuńczością w stosunku do mnie też zaczyna mnie doprowadzać do szału. Wiem że będę musiała wybrać jednego z nich, ale nie wiem którego. Boję się, że jeśli jednego z nich wybiorę to drugiego skrzywdzę. Nie wiem co mam robić....-skończyłam i ponownie zaczęłam się przyglądać Liamowi.
-Posłuchaj serca -proponuje łagodnie
-Moje serce już dość namieszało -prychnęłam- Wiesz...może będzie lepiej jak już pójdę.
-Czekaj Kelsey. Nie wiem czego ode mnie oczekiwałaś kiedy tu przychodziłaś, ale powiem ci, że czekałem na ciebie i miałem nadzieję, że przyjdziesz. Ja za ciebie nie zdecyduję którego z nich masz wybrać. Mogę ci powiedzieć jedynie tyle, że nigdy nie widziałem Nialla tak zakochanego w jakiejś dziewczynie. On jako jedyny z naszej piątki nie lubił gadać z dziewczynami, flirtować z nimi. Po prostu nie umiał tego robić. Kilka razy podsunęliśmy go jakiejś ładnej panience, ale ona dawała mu kosza i biedak przez resztę wieczoru siedział samotny w kącie. Baliśmy się, że nigdy nie znajdzie się dziewczyna która pokocha go za to kim jest, ale mam nadzieję, że się myliliśmy. Czujesz coś do niego i dobrze o  tym wiesz. On świata poza tobą nie widzi.- Liam widział to wszystko zbyt optymistycznie.
-Gdybym przez jakiś czas mogła się od nich odseparować i na spokojnie wszystko przemyśleć...-westchnęłam.
 Usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwi i radosny głos Zayna.
-Hejo Liam. Jak tam gotowy na oglądanie meczu?..O hej Kelsey!-wydać było, że jest zaskoczony moją obecnością tutaj.
Hej Zayn!- odpowiedziałam razem z Liamem- Macie dzisiaj oglądać mecz. Super. To ja Wam nie będę przeszkadzać i już pójdę.-chciałam wstać, ale Liam mnie powstrzymał.
-Mówiłaś, że chciałabyś odpocząć od chłopaków. Masz okazję. Jak chcesz możesz u mnie zostać na kilka dni. -uśmiechnął się pokrzepiająco.
-Liam ma rację. Pieprzyć mecz. Dzisiaj będziemy szaleć. Co chciałabyś robić?- entuzjazm Zayna kiedy to mówił, powalający :)
-Zayn czy ty przypadkiem nie masz dziewczyny? -zapytałam beztrosko
-A mam.-odpowiedział,
-Czyli zostajesz? -zapytał Liam.
-W końcy chyba mogę sobie pozwolić na trochę rozrywki. -odpowiedziałam.
--------------------------------------------
Po dłuższej przerwie powracam do pisania :) Przedstawiam Wam 28 rozdział :P Mam nadzieję, że Wam się będzie podobał :D W przyszłym tygodniu pojawi się następny :**
Pozdrawiam <3