***
Następnego dnia postanowiłyśmy, że wybierzemy się na zakupy. Od razu po obudzeniu zjadłyśmy śniadanie i ruszyłyśmy na zakupy. Obeszłyśmy chyba z pięć sklepów i nie znalazłyśmy nic ciekawego. Zrezygnowane dosłownie wlokłyśmy się do kolejnego sklepu przekonane, że w tym też niczego ładnego nie znajdziemy. Chciałam wejść, ale Vick mnie powstrzymała.
-Jak w tym sklepie niczego nie znajdziemy, to wracamy do hotelu i nigdzie nie idziemy. -mówiła to stanowczo za spokojnie jak na nią. Tak coś mi się wydaje, że troszeczkę się wkurzyła.
-Zobaczymy...-w sumie to czułam to samo co ona, ale miałam taką skromną nadzieję, że jednak coś znajdziemy.
Weszłyśmy do sklepu. Nic szczególnego. Zwykły sklep z ciuchami. Tylko trochę drogi. Podeszłam do pierwszej lepszej sukienki i spojrzałam na cenę.Sukienka była śliczna, ale ta cena...Dwa tysiące za kawałek materiału !? Chciałam powiedzieć Victorii (która obecnie była gdzieś na drugim końcu sklepu), że jest tutaj stanowczo za drogo itd, ale stanął mi na drodze średniego wzrostu blondyn z pięknymi niebieskimi oczami, który był za mną. Niall. Co on tu robi. Nie dość, że zaskoczyła mnie jego obecność tutaj to jeszcze bardziej to co powiedział.
-Ładnie by ci w niej było. -powiedział patrząc na kosztującą dwa tysiaki, białą koronkową sukienkę.
Co miałam mu powiedzieć. "Niestety Niall nie mogę jej kupić, bo mnie nie stać". Musiałam wymyślić coś. Jednak Niall jak Niall nie zna mnie prawie wcale a czyta w moich myślach.
-Idź przymierzyć i o nic się nie martw.- chciałam coś zrobić, zaprotestować, ale on tylko podał mi wieszak i delikatnie popchnął w stronę przymierzalni.
Odsunęłam zasłonę przymierzalni. W środku była Harry. W samych bokserkach. Zaskoczona całą tą sytuacją szybko zasunęłam zasłonę z powrotem. Odwróciłam się tyłem do przymierzalni i po chwili zaczęłam się śmiać. Nie wiem czy z miny Harrego czy ze swojej własnej głupoty, ale śmiałam się jak opętana. Chwilę później z przymierzalni wyszedł Harry z kamienną twarzą.
-To nie było śmieszne -powiedział urażony.
-Ależ było i to jak.
-No dobra to było zabawne -przyznał Styles z uśmiechem na twarzy.
-Ładnie by ci w niej było. -powiedział patrząc na kosztującą dwa tysiaki, białą koronkową sukienkę.
Co miałam mu powiedzieć. "Niestety Niall nie mogę jej kupić, bo mnie nie stać". Musiałam wymyślić coś. Jednak Niall jak Niall nie zna mnie prawie wcale a czyta w moich myślach.
-Idź przymierzyć i o nic się nie martw.- chciałam coś zrobić, zaprotestować, ale on tylko podał mi wieszak i delikatnie popchnął w stronę przymierzalni.
Odsunęłam zasłonę przymierzalni. W środku była Harry. W samych bokserkach. Zaskoczona całą tą sytuacją szybko zasunęłam zasłonę z powrotem. Odwróciłam się tyłem do przymierzalni i po chwili zaczęłam się śmiać. Nie wiem czy z miny Harrego czy ze swojej własnej głupoty, ale śmiałam się jak opętana. Chwilę później z przymierzalni wyszedł Harry z kamienną twarzą.
-To nie było śmieszne -powiedział urażony.
-Ależ było i to jak.
-No dobra to było zabawne -przyznał Styles z uśmiechem na twarzy.
***
Przymierzyłam sukienkę. Była śliczna i powiem szczerze, że fajnie na mnie leżała, ale była stanowczo za droga. Podeszła do nas babka z obsługi.
-Bierzemy tą sukienkę -powiedział do niej Niall.
-Niall czyś ty zwariował ?! -powiedziałam a wręcz krzyknęłam do niego
-Wcale nie zwariowałem. Zdejmij ją i podaj tej uprzejmej pani. -posłał mi szczery uśmiech.
Nie mogę w to uwierzyć. On, który zna mnie dopiero kilka dni teraz odwala taki cyrk i kupuje mi sukienkę wartą dwa tysiące. Ja sobie nie zasłużyłam na takie traktowanie. Nawet nie mogłam mu się sprzeciwić. Jemu się nie da sprzeciwić! Po prostu jest taki przekonujący, że nie możesz, odpuszczasz.
W sumie to cieszyłam się bo ta sukienka była bardzo ładna. Ale coś mi się nie wydaje, że jego zachowanie było czysto przyjacielskie. Chociaż może ja się tylko doszukuję drugiego dna we wszystkim co robią otaczający mnie ludzie? Nie wiem.
***
-Czyli wy też wybraliście się na zakupy przed dzisiejszą balangą?
-Tak dokładnie - rozmawiałyśmy właśnie z chłopakami odpoczywając w jakiejś kawiarence, a wokół nas piętrzyły się torby z zakupami. Spędziliśmy cały dzień na mieście a teraz wieczór zbliżał się już wielkimi krokami, więc trzeba już wracać.
-To spotykamy się o ósmej, tak? -zapytał blondyn.
-Tak, oczywiście.
Opuściliśmy kawiarenkę i wróciliśmy do hotelu. Zaczął się wyścig z czasem. Musiałyśmy się przygotować itd, czau było mało a do tego jeszcze chyba trzy razy musiałam chodzić do chłopaków bo pomyliliśmy torby z ubraniami. Kiedy wreszcie miałam chwilę spokoju, żeby się umalować okazało się, że mamy tylko 10 minut do umówionej godziny. I znowu zaczęła się gonitwa. Pomóc Victorii z sukienką, umalować drugie oko, spakować torebkę. Jeszcze nie byłyśmy gotowe a chłopcy już przyszli. Nie pozostało nam nic innego jak ich wpuścić i dokończyć dzieło naszej przemiany. Chłopcy siedzieli na łóżkach i przyglądali się nam. Kiedy wreszcie byłyśmy gotowe (czyli jakieś piętnaście minut do ich przyjścia) mogliśmy wyjść i cieszyć się ostatnim dniem w Turcji. Znaczy my dwie, bo w sumie to nie wiem do kiedy chłopcy tutaj zostają.
--------------------------------------
Mam dzisiaj dobry dzień i dlatego też dla was taki oto długi rozdział. Miłego czytania :D
Piękny i czekam na next, z resztą jak zawsze ;*
OdpowiedzUsuń