Myślami wróciłam do tamtej nocy. Przed oczami miałam poszczególne wydarzenia. Mój powrót do domu od Victorii przez las, to dziwne uczucie że ktoś mnie śledzi, przyspieszenie kroku, uciekanie przed facetem który szedł za mną i jego brutalność. Mówiłam szybko ale wyraźnie. Ręce mi się trzęsły i słyszałam bicie mojego serca. Niall siedział wpatrzony we mnie, nic nie mówił tylko słuchał. Kiedy już skończyłam odezwał się dopiero po chwili.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze...-chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Nie chcę już słyszeć, że będzie dobrze! Wy tego nie rozumiecie i myślicie, że to można tak łatwo zapomnieć. Ale to wraca...co noc...zawsze...-znowu się do mnie zbliżył, ale teraz już nie stawiałam oporu. Mocno mnie do siebie przytulił. Czułam zapach jego perfum. Cudowny. Chciałam powstrzymać łzy, ale nie mogłam. To było silniejsze ode mnie.
-A wiesz co jest najgorsze w tym wszystkim ? -zapytałam wyrywając się z jego objęć.
-Co ?
-To, że tej facet został złapany a mi się wydaje, że on cały czas jest gdzieś tutaj...-powiedziałam. - Ja..ja się boję...-chciałam schować głowę w rękach, ale Niall mi nie pozwolił.
-Przy mnie nic ci nie grozi - wyszeptał patrząc mi głęboko w oczy. Oparł się o ścianę, przyciągnął mnie do siebie i razem oglądaliśmy gwizdy i rozmawialiśmy. Czułam się przy nim bezpiecznie. Nie musiałam nic ukrywać.
-Niall..-powiedziałam niepewnie.
-Tak?
-Tylko proszę cię nie mów nikomu- nie chciałam, żeby wszyscy uważali mnie za ofiarę losu czy coś podobnego.
-Zaufaj mi- odpowiedział chłopak.
-Ufam...- powiedziałam po czym wtuliłam się w jego ciało i momentalnie zasnęłam.
Obudziłam się wczesnym rankiem. Obok mnie siedział Horan.
-Dzień dobry.
-Cześć Niall -wstałam i popatrzałam na niebo.- Tak mi się coś wydaje, że dzisiaj będzie brzydko.-no powiedzmy sobie szczerze nie wyglądało to ciekawie. Niebo było zachmurzone i w ogóle nie było widać slońca. Zrobiło się też taj jakby zimniej.
-Oj chyba tak. -przytaknął blondyn.
Nie myliłam się. Niedługo potem zaczęło padać. I to nie taki drobny deszczyk ale wielka ulewa. Szybko podeszłam do drzwi balkonowych, ale były zamknięte. Niall podszedł do ich drzwi i też były zamknięte. Waliliśmy w szyby. krzyczeliśmy, żeby nam otworzyli, ale to nic nie dawało. Wszyscy spali jak zabici i Vick i chłopcy. Nie pozostało nam nic innego jak zostać tutaj i czekać, aż przestanie padać albo, aż te śpiochy się wreszcie obudzą. Usiedliśmy pod ścianą (tak samo jak w nocy) i czekaliśmy. Po jakichś dziesięciu minutach byliśmy cali mokrzy. Siedzenie tam i moknięcie było niezmiernie nudne. Nienawidziłam nic nie robić. Takie bezczynne siedzenie doprowadzało mnie do szału. Ale będę musiała jakoś wytrzymać, bo ci to się prędko nie obudzą.
-----------------------------------------
Rozdział 10. Troszkę późno, ale myślę, że się nie obrazicie :P
Świetny ♡
OdpowiedzUsuń